Nie przyjmujcie niczego za prawdę, co byłoby pozbawione miłości, ani nie przyjmujcie niczego za miłość, co byłoby pozbawione prawdy; jedno pozbawione drugiego staje się niszczącym kłamstwem.
(Edyta Stein)

Rozgląda się i podchodzi do czegoś, co akurat w tym momencie przykuło jej uwagę. Trudno stwierdzić, co decyduje, że sięga właśnie po to, właśnie teraz. Może kolor, może faktura, może kształt. Albo skojarzenie z kimś, czymś, miłym wrażeniem, które wywołało poprzednio, a do którego chce teraz wrócić. W każdym razie – bierze. Po kilku minutach jednak się nudzi, stęka parę razy i rusza dalej, kolejna rzecz, i kolejna, i kolejna. Piętrzą się wokół, pęcznieją, rosną, aż ona sama już nie wie, czego chciała i jak tu dobrnęła – do tego miejsca chaosu, znudzenia i frustracji jednocześnie. Naraz czuje, że w zasadzie by coś zjadła, najlepiej słodkiego albo wszystko naraz. Albo poszłaby spać. Zawalona wszystkim, nie chce już niczego, a przecież zamierzała po prostu miło spędzić czas.

Nerki

Tak, piszę o mojej prawie trzyletniej córce. Po co? Bo coś mi ten opis przypomina. Jak często dokładnie tak samo wyglądają nasze głowy? Nasze umysły. Jak pokój trzyletniego dziecka, ot, puszczone w ruch, niech się pasą, bodźców przecież nie brak.

Zachowujemy się i mówimy wprost proporcjonalnie do tego, jak myślimy. Nie da się być lepszym od swoich myśli. Nie da się być lepszym i dojrzalszym niż one. Jesteśmy tym, co mamy w głowie. A przecież bardzo rzadko ktokolwiek uczy, że umysł ma swoją higienę i swoją dyscyplinę, o którą trzeba się troszczyć każdego dnia. Może byłoby to bardziej oczywiste, gdybyśmy funkcjonowali po semicku – tam ośrodkiem myśli i uczuć są nerki. A wiadomo, co się dzieje w nerkach: filtrowanie i oczyszczanie, selekcja i pozbywanie się tego, co toksyczne, a przyswajanie tego, co dobre i co przysłuży się organizmowi.

Żywić czy głodzić?

Tymczasem już nawet do rangi przewrotnej sztuki rośnie u wielu ludzi umiejętność niespożytego karmienia w sobie właśnie toksycznych myśli. Jakie to są? Niechęć, zwątpienie, zamartwianie, uraza, snucie czarnych scenariuszy, kultywowanie smutku, nurzanie się w sentymentach, rozpamiętywanie przeszłości, sabotowanie twórczych natchnień, narzekanie, użalanie. Jest nawet taki śliczny związek frazeologiczny ,,żywić niechęć” albo ,,żywić urazę”. Otóż to, możemy wybrać: ,,żywić” albo ,,głodzić”. Decyzja woli. My jednak po wielokroć w naszym życiu duchowym ,,żywimy” toksyny, zamiast je ,,głodzić” – i jesteśmy zdziwieni, że nie owocujemy. Nie da się mieć zdrowia z toksyn.

Skarb i inflacja

Często nie doświadczamy słodkich owoców wiary, bo nie prowadzimy życia wiary. Cóż to znaczy? Teoretycznie wiele osób deklaruje, że są wierzący, że wierzą w Boga. Jednak w to wierzą także diabeł i złe duchy. Więc jaka jest różnica? Wierzenie w istnienie i geniusz Alberta Einsteina nie uczyni ze mnie fizyka. Musiałabym włożyć w to sporo pracy. Wierzenie w istnienie i geniusz Aleksandra Macedońskiego nie uczyni ze mnie wyśmienitego stratega. Musiałabym włożyć w to sporo pracy. Tymczasem oczekujemy, że powiedzenie ,,wierzę, że Jezus istnieje i jest Panem oraz Zbawicielem” czyni z nas wydoskonalonych, uświęconych ludzi o nienagannym charakterze bez konieczności wkładania w to wysiłku. A życie się toczy i to, co deklarujemy w teorii, nijak nie przekłada się na nasze funkcjonowanie. To prawda, że przez chrzest mamy udział w Boskiej naturze, że jesteśmy święci mocą Jego ofiary, co nie zależy od naszych uczynków, ale jest czystym darem łaski. Jednak skarb podlega inflacji, jeżeli nic się z nim nie robi, nie inwestuje, nie obraca, nie rozwija potencjału. Przypomina się przypowieść o talentach, prawda?

Nowa mentalność

On naprawdę przyszedł wszystko zmienić. Uczynić na nowo. I jest to nieustannie dostępną opcją wyboru, każdego dnia, każdej chwili. Małe decyzyjki codzienności. Jezus to nasza szansa na poruszanie się w nowej mentalności, nowym światopoglądzie, nowej kulturze, nowym usposobieniu. Niebieskim, królewskim, świętym, Boskim. Czy to wymaga wysiłku? Tak. Czy to wysiłek warty wymagania od siebie? Absolutnie. A więc czym będzie to życie wiary i nadziei? Praktykowaniem wiary i nadziei. Już się dość nateoretyzowaliśmy. Jak świat ma skosztować i zobaczyć, jaki Pan jest dobry, skoro często mamy do zaoferowania tylko ,,teoretyczne owoce”. On chce, żeby to przez nas, przez nasze życie manifestowało się to, jak słodki, niezwykły, hojny i kochający jest Bóg! Czemu ,,żywimy” w sobie kłamstwo, że Bożą ,,pożywką” jest widzieć nas udręczonymi i smutnymi. Zdecydowanie to myśl do ,,zagłodzenia”!

Praktykowanie

Masz wybór. Przy każdej myśli w swojej głowie możesz podjąć dobrą albo złą decyzję. I tu jest pewna podpowiedź: 

W końcu, bracia, wszystko, co jest prawdziwe, co godne, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co zasługuje na uznanie: jeśli jest jakąś cnotą i czynem chwalebnym to miejcie na myśli! (Flp 4, 8)

Jeżeli coś nie jest prawdziwe, tylko jest domniemaniem, projekcją, złudzeniem – nie żyw tego. Jeżeli coś nie jest godne, nie przystoi, nie jest przyzwoite, urąga dobremu smakowi – nie żyw tego. Jeżeli coś nie jest sprawiedliwe, ale stronnicze, niesłuszne, krzywdzące, nie przystające do stanu faktycznego – nie żyw tego. Jeżeli coś nie jest czyste, ale naraża twoje emocje, zachowania, reakcje, prowadzi na krawędź upadku – nie żyw tego. Jeżeli coś nie jest miłe, tylko oczernia, szuka dziury w całym, burzy wewnętrznie, zabiera radość – nie żyw tego. Jeżeli coś nie zasługuje na uznanie, bo okrada cię z uwagi, czasu, jest daremne i szkodliwe – zagłódź to.

Więc co, mam się oszukiwać i zaklinać rzeczywistość? Świadomość ludzi, okoliczności, zdarzeń, samego siebie to jedno, i to jest kluczowe – bo nie da się poznawać Boga w zaprzeczeniu, tylko w prawdzie – ale reakcja na to, to drugie. Po tym się okazuje, jakie życie prowadzimy i na tym polega wewnętrzna wolność, która jest tylko w Nim. Świat będzie się mógł błyszczeć albo walić, ale my będziemy mieć Pana i tylko to się będzie liczyło. Wolność. Nic tak nie czyni wszystkiego niewzruszonym jak łaska. Stoicy mogą nam zazdrościć. Gdyby Seneka poznał Jezusa!

Piękne głowy

Wiara rodzi się ze słuchania Słowa, wypełniania go i kosztowania tego słodkich owoców. To nas tworzy, przemienia, kształtuje. A potem z tej obfitości wnętrza mówią usta. Te słowa mogą dawać życie albo zabijać. A wszystko zaczyna się w myślach. Wszystko jest ze sobą powiązane. Musimy uświadomić sobie, że to konkretne pole codziennej dyscypliny i pracy, uważności i skupienia. Higiena. Dobra nowina to także to, że nie musisz jak pies biec za każdą myślą, jaka się pojawi w twojej głowie. Możesz zdecydować, aby żywić tylko to, z czego będzie życie, owoc: możemy doświadczać wolności tylko w takiej mierze, w jakiej wierzymy, że Pan jest dobry. Każdego dnia pojawi się tysiąc myśli, żeby to podważyć. Ale ty wcale nie musisz ich wybrać. Nie musisz prowadzić małego, asekuracyjnego, strachliwego życia, bo to jest ,,rozsądne”. Możesz ćwiczyć i praktykować wiarę. ,,Często słaba teologia, która wygląda dobrze na papierze, staje się maską dla naszego tchórzostwa, ponieważ dotyczy naszej odpowiedzialności za inwazję tego, co po ludzku jest niemożliwe” (Droga życia, B. Johnson). Otóż to: doświadczać niemożliwego. Właśnie takie jest nasze dziedzictwo!

Maja Sowińska

______________________

Fot. Kasia Lewek

***

Dział publicystyczny „Na werandzie” funkcjonuje dzięki wsparciu darczyńców Fundacji „SOWINSKY”. Możesz nam pomóc tworzyć i rozwijać tę przestrzeń przy pomocy wpłat na konto naszej Fundacji: 13 1140 2004 0000 3302 7887 9056 tytułem „darowizna na realizację celów statutowych”. 

Dziękujemy za wsparcie! Dzięki Wam możemy tworzyć dalej. 🙂