Właśnie tak został stworzony świat (łac. sic mundus creatus est). Czyli dużo głębiej, bardziej, intensywniej, symboliczniej i znacząco, niż sobie to na co dzień uświadamiamy. (Niż treści, którymi się zazwyczaj karmimy i seriale, które oglądamy).

Powody

Dlatego chcę napisać o Dark. Nie dlatego, że to modna produkcja albo żeby wstrzelić się w gusta czytelniczne, ale dlatego, że coś z tym serialem przeżyłam, coś sobie uświadomiłam I warto o tym napisać właśnie nawet sto lat po czasie, kiedy temat wcale nie jest jak wrzątek.

Tak, to prawda, że golizna, seks, wredne rozmowy nastolatków, czasem drastyczne sceny i ogólny klimat jakiegoś mroku i psychodelii. Czyli w zasadzie jak to na świecie. Tylko czy chcemy poprzestać jedynie na tym? I nie twierdzę tutaj, że każdy serial jest wartościowy i ze wszystkiego bez wyjątku więcej dobrego niż strat. Trzeba być mądrym, wybierając. Jeśli coś jest trwonieniem czasu i jest poniżej naszej godności, to trzeba to przyznać i odpuścić. W ogóle pewnie byłoby dużo korzystniej, gdyby seriali nie było, a zamiast nich ludzie czytali dobre książki. Ale to tak na marginesie, do rzeczy!

Urzekająca ,,niemieckość”

Przede wszystkim ujęła mnie ,,niemiecka” złożoność całej konstrukcji. Historia, sposób jej podania, zagmatwania, wielowymiarowość i intertekstualność mogą wprawdzie zmęczyć, ale stanowią też o kunszcie całej sprawy. To wszystko nie jest zabiegiem samo dla siebie, ale jest na służbie ostatecznego wydźwięku i wrażenia, o które chodzi – o labirynt.

Czułam też w jakiś sposób ,,europejskiego ducha” tej opowieści. Amerykańskie produkcje takie nie są. Potrafią być głębokie, ale w inny sposób. W Dark jest dużo – po prostu –duchowości. Intuicje pobrzmiewające w wypowiadanych kwestiach, w sekwencji kadrów, doborze muzyki nie są poezją średniej półki, która ma dawać jedynie namiastkę czegoś głębokiego, bo przeciętnego widza poruszają smyczkowe wstawki i ,,cytat o życiu”. W serialu Barana bo Odara czasem od natężenia przekazów teologicznych, psychologicznych, filozoficznych, literackich czy popularnonaukowych robi się tak gęsto, że aż trudno uwierzyć, że w dzisiejszych cynicznych czasach ktoś miał odwagę do zmajstrowania takiego stężenia podniosłości. Jednak w tym wszystkim nie jest to hermetyczne. Widz nie czuje się za głupi, żeby nadążyć – czuje tylko to znamienne mrowienie i połechtanie, jakie pojawiają się zawsze, gdy ktoś od niego wymaga i wie, że on nie okaże się nazbyt leniwy, żeby skonsumować śliczne danie z całym savoir-vivrem, jakiego potrzeba.

Mitologie, symbole, typy, odsyłacze

Historia zaczyna się od dość prostego pomysłu zaginięcia pary chłopców i związanego z tym dochodzenia. Jednak szybko okazuje się, że jest to zaledwie pretekst, żeby zacząć opowieść o czymś o wiele większym i dużo bardziej złożonym. Czas skacze w przód i w tył, rzeczywistość okazuje się być zapętloną sekwencją trzydziestotrzyletnich cykli, bohaterów zamieszkujących Winden łączy przedziwna plątanina pokoleniowych powiązań, których nie są świadomi, tajemnicza postać o znamiennym imieniu Noah przebrana za księdza i zawsze ściskająca w rękach notatnik z symbolem trzech splątanych obręczy podróżuje po osi czasu, animując pewne określone zachowania postaci, we wszechobecnym lesie (miasteczko wydaje się dosłownie tonąć w jego zieleni) są jaskinie, a w nich wrota do podróżowania po cyklach czasu, potem dochodzi jeszcze wehikuł w walizeczce, a do tego wciąż widzimy Martę, jedną z głównych bohaterek, gdy uczestniczy w próbach do szkolnej sztuki: gra Ariadnę i są – a jakże – i labirynt, i minotaur, i Tezeusz, i dramatyzm, i nić.

Błąd rzeczywistości

Jest jeszcze i ona. Ma w sobie coś ikonicznego z punktu widzenia tropów kultury i historii, ale i coś pragmatycznie banalnego, albo nawet i wulgarnie nudnego: pośrodku wszystkiego stoi elektrownia atomowa. Cichy świadek wszystkich procesów – świadek nie wolny od uwikłania. Jest jednocześnie (paradoksalnie) tyleż neutralna co złowieszcza. A może to projekcja widza? Przecież sama w sobie nie ma osobowości i decyzyjności, a jednak elektrownia ze wszystkim się łączy, jak szemrzące (czy szemrane?) źródło.

Intrygujące jest to połączenie układów: z jednej strony podróż po dekadach (1953, 1986, 2019) i możliwość gry stylami muzycznymi, modą, kontekstami, które się z tym łączą, a z drugiej wszechogarniający klimat tego, że rzeczywistość trawi jakiś błąd i że wciąż wraz z dopełnieniem się cyklu czasu dochodzi do nowej apokalipsy. W ramach rozwoju wydarzeń coraz więcej bohaterów się w tym orientuje i robią wszystko, aby zapobiec rozpadaniu się świata – jednak każdy ma na to inny pomysł, każdy ,,ciągnie kołdrę w swoją stronę”, a to, co realne, naprawdę zaczyna tylko coraz mocniej przeciekać.

Supeł

Adam i Ewa. Wokół pary wiodących postaci, zakochanych w sobie Jonasie i Marcie, ogniskują się dwa zwalczające się obozy. Przy czym żadna ze stron nie jest do końca pewna, co jest przyczyną błędu rzeczywistości i w jaki sposób uratować świat: czy odpowiedzią jest zagłada i ukojenie w nicości czy może wciąż na nowo heroicznie utrzymywanie wszystkiego w niekończącym się cyklu, pomimo cierpienia, jakie się łączy z nieustannym przeżywaniem wciąż na nowo pętli życia. A może jest jakaś trzecia strategia uporania się z supłem?

,,Ludziom często wydaje się, że życie to labirynt, z którego trzeba się wydostać, tymczasem droga do celu wiedzie do środka, w głąb” – a życie wynika z dobrowolnie podjętej ofiary, jednak nie nihilistycznego cierpiętnictwa, lecz poświęcenia miłości. Nie – ile jesteś w stanie zdobyć dla siebie, ale – ile jesteś gotów odpuścić. Kiedy przestanie się ciągnąć kołdrę w swoją stronę, bardzo szybko można odkryć, że otula nas całe gwiaździste niebo ponad głową.

Kto by z powodu miłości oddał możliwość podróżowania z czasie, okiełznania czarnej materii, własne życie – z pewnością nim pogardzą albo dadzą niską notę za fabułę. A może chwycą nić Ariadny i ruszą w głąb swojego labiryntu?

 

Maja Sowińska

 __________________________________________________________________________

Dział publicystyczny „Na werandzie” funkcjonuje dzięki wsparciu darczyńców Fundacji „SOWINSKY”. Możesz nam pomóc tworzyć i rozwijać tę przestrzeń przy pomocy wpłat na konto naszej Fundacji: 13 1140 2004 0000 3302 7887 9056 tytułem „darowizna na realizację celów statutowych”. 

Dziękujemy za wsparcie! Dzięki Wam możemy tworzyć dalej. 🙂