,,Zawiodły mnie wszystkie namacalne formy życia.” (Virginia Woolf)

Nasze życie staje się tym lżejsze, im bardziej uświadamiamy sobie, że w tym wszystkim nie chodzi o nas – i jeszcze z ulgą umiemy się z tego cieszyć. Skupienie na samych sobie ograbia nas z pełni życia bardziej niż cokolwiek innego. Odwieczna tajemnica wiary: lekkość istnienia zaczyna się tuż za czubkiem twojego nosa. Warto skoczyć w tę ,,przepaść”.

Każdy, kto na poważnie bierze życie wiary, zostanie poprowadzony tam, gdzie wcale nie chce.

Bo nie lubimy tracić siebie.

Nie lubimy płacić ceny. 

Nie lubimy czyjegoś jarzma, nawet jeśli jest ono słodkie.

Nie lubimy dowiadywania się, że w życiu modlitwy nie chodzi wyłącznie o nasze potrzeby.

Nie lubimy uświadamiania sobie, że rozwój duchowy nie ma na celu tego, żebyśmy sobie lepiej umieli radzić z rzeczywistością.

Życie wiary to w pewnym sensie proces stawania się samym sobą – w nieskończonym kontekście Kogoś Innego.

Każdy, kto na poważnie bierze życie wiary, zostanie nie raz doprowadzony do punktu, w którym wszystko mu zbrzydnie, wszystko, co kiedyś miało smak, smak straci, nie pomogą żadna czekolada ani żaden serial.

I to jest w porządku. Nikt nie może się przepoczwarzyć, jeśli nie zostanie doprowadzony do granicy swojego własnego horyzontu.

Każdy chce latać, ale mając znajomy grunt pod nogami. Przecież to błąd logiczny!

Chcę ci powiedzieć, jaką rozkoszą jest chcieć Jego Samego bardziej, niż odpowiedzi, które On daje. Jak dziwnie lekkie są modlitwy, w których nie chcesz usłyszeć żadnej wskazówki dla siebie, ale jesteś po prostu, żeby z Nim być. Modlitwy, w których nic nie rozumiesz, ale chcesz bardzo kochać, i wiesz, że to wystarcza.

Nie bój się, gdy wciąż dochodzisz do ściany, do ściany, do ściany. Tylko przedzierając się przez nie, można dojść do wnętrza pałacu.

Każdy, kto na poważnie bierze życie wiary, pisze się na sinusoidę strapień i pocieszeń. I to jest w porządku.

Błogosławione niech będą twoje procesy, twoje ,,mam dość”, twoje ,,wszystko mi już jedno”, twoja desperacja i twoje powroty. Błogosławione niech będą granice twoich horyzontów i twoje przepoczwarzanie się.

Chcę ci powiedzieć, że masz dokładnie tyle siły, ile potrzeba, aby skoczyć w ,,przepaść”.

I zobaczyć kanion samego siebie.

Odbity w źrenicy Jego oka.