Jestem na świecie zbyt samotny, a jednak samotny nie dość,
aby święcić każdą godzinę.
Jestem na świecie zbyt nikły, a jednak nie dość mały,
aby przed Tobą być rzeczą
mroczną i mądrą.
Żądam mojej woli i chcę mej woli towarzyszyć
na drodze do czynu
i w cichych, ostrożnych czasach,
gdy coś się zbliża,
chcę być pośród wiedzących
lub sam.
Pragnę Cię zawsze odzwierciedlać w całej postaci
i nie chcę być nigdy ślepy albo zbyt stary,
aby utrzymać Twój ciężki, chwiejny obraz.
Chcę rozkwitać.
Przed niczym się nie uginać,
bo tam jestem zafałszowany, gdzie mnie naginają.
Chcę, by moja myśl przed Tobą
była prawdziwa. Chcę opisać siebie
jak obraz, który widziałem
długo i z bliska
jak słowo, które pojąłem,
jak mój codzienny kubek,
jak twarz mojej matki,
jak statek,
który niósł mnie
przez najśmiertelniejszą burzę.

(Rainer Maria Rilke, Z Księgi godzin)

Pytania do publiczności

W czasach takich jak te, gdzie jest twoja nadzieja? Gdzie szukasz odpowiedzi? Na czym chcesz się oprzeć? Bo wiem, że potrzebujesz oparcia. Gdy nie wiadomo, co przyniesie przyszłość i gdy naiwnością jest oczekiwać, że wróci świat, jaki znaliśmy panikujesz, wypierasz, olewasz? Jakim wierzącym jesteś? Czy reagujesz jak uczeń Pana? Łykasz czy negujesz wszystko, co powiedzą w mediach? Weryfikujesz, sprawdzasz i szukasz mądrości? A może chcesz tylko przeczekać, zamykasz oczy i nastawiasz budzik na moment, kiedy ,,to wszystko się już skończy”?

Cieśnina rozczarowania

Są w życiu takie szczególne momenty przełomowych uświadomień, kiedy orientujemy się, że nasi rodzice nie są jednak królami życia i mistrzami świata w każdej dziedzinie; kiedy ktoś jedyny, kto miał być zawsze, jednak był na niby; kiedy oswojony mikrokosmos własnego podwórka tuż za blokiem, za furtką, w większym mieście przechodzi nagle w złowrogi przepastny świat; kiedy masz naście lat i czujesz, że wszystko jeszcze może ci się przydarzyć, a dwadzieścia lat i iks fundamentalnych decyzji później czujesz, jak pewne horyzonty już nigdy przed tobą nie zamigoczą. Formotwórcze doświadczenie straty. Cieśnina rozczarowania. Ale wiesz, za cieśniną mogą być różne rzeczy. Co wybierzesz – zatoczkę czy przepastne wody?

Wóz albo przewóz

Jest jedna bardzo szczególna cieśnina rozczarowania. I rozgrywa się tam strategiczna bitwa o nasz umysł, taka – po klęsce pod Termopilami – bitwa pod Salaminą, wóz albo przewóz, coś kluczowego. Doskonale wiemy z lektury Ewangelii, że kto straci swoje życie ze względu na Pana, ten je odzyska w sposób nie do opowiedzenia, że dojrzewanie i droga duchowa to proces ciągłego obumierania w tym, co jest w nas dziedzictwem ,,starego człowieka” po to, żeby wchodzić w dziedzictwo Boskiej natury i dziecka królewskiego; ze względu na wybieranie tego, co lepsze, dalekosiężne, wypróbowane, nieśmiertelne, wieczne. Mamy tu wiele odsłon, wątków, kategorii. Jedną z nich jest właśnie obumarcie społeczne. Każdy się z tym mierzy, każdy musi doświadczyć tego rozstrzygnięcia sił pomiędzy sobą samym, Bogiem i społeczeństwem. Musi, jeśli chce dojrzewać i pójść dalej z Mistrzem i w sobie samym.

Obumrzeć społecznie

Wprawdzie mamy zanosić dziękczynienie i błagania ,,za królów i za wszystkich sprawujących władzę, abyśmy mogli prowadzić życie ciche i spokojne z całą pobożnością i godnością” (1 Tm 2, 2) i obowiązuje nas ,,poddanie władzom, sprawującym rządy nad innymi, nie ma bowiem władzy, która by nie pochodziła od Boga, a te, które są, zostały ustanowione przez Boga; kto więc przeciwstawia się władzy – przeciwstawia się porządkowi Bożemu” (Rz 13, 1-2). To prawda i to mówi Słowo Boże. Trzeba jednak szukać zawsze pełnego obrazu – ponieważ Jezus mówi jeszcze, że ,,władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę”, i że nie tak jest w Jego Królestwie, gdzie przełożeństwo jest służbą (Mt 20, 25). Dzieje się coś niebezpiecznego, jeśli nasze umysły nie są w tej sferze prześwietlone światłem z góry. Istnieje wtedy ryzyko pokładania ufności nie tam, gdzie trzeba. Niebezpiecznie jest inwestować całe połacie swojej wiary w dogmatyczne uznawanie, że rządzący tym światem są czystymi altruistami, których na wyżyny władzy wywindowało pragnienie służby; że demokracja jest systemem zbawiennym i jedynym słusznym; że tym wielkim, którzy decydują o kluczowych sprawach zawsze chodzi o dobro ogółu, nie o własny interes, nie o własną kastę, nie o własną rację. Żeby za naszą sprawą kultura Nieba mogła nawiedzać Ziemię, musimy obumrzeć społecznie, bo tylko wtedy będziemy w stanie aplikować światu prawdziwą kulturę Królestwa, a nie jakieś rozmyte, cwaniackie, pełne kompromisów i – koniec końców jej bardzo ludzkie warianty, które niczego nie zmieniają. 

Twórcze przerażenie

Prawda jest taka, że świat jest przerażający, a życie bywa nie do zniesienia. Ludzie zawodzą, systemy wykorzystują, nietrudno poczuć się samemu jak palec. Wrzuceni w taką rzeczywistość na różne sposoby sobie z tym radzimy. Bardzo popularne na przykład jest tworzenie baniek światopoglądowych, środowiskowych, osobistych, różnych. Złudne, przenośne, kształtne miejsca komfortu i tymczasowego azylu. Bywa, że nie wytrzymują one próby czasu, okoliczności, naszych procesów wewnętrznych, które zachodzą, czy tego chcemy, czy nie, i wtedy możemy zrobić dwie rzeczy: wykreować następne – i niech żyje bal! – albo pozwolić na rewizję, inwestując ból narastającego uświadomienia w wypróbowany klejnot, który przetrwa wrzucenie w kocioł szalejącego chaosu. Dobrze zagospodarowane przerażenie potrafi zaowocować wejściem na zupełnie nowy poziom bojaźni Bożej, świadomości tego, Kim On Jest oraz poddania Jemu. Jednak do tego potrzebna jest właściwa wizja tego, jak się rzeczy mają w związku z przyszłością, losami, światem: ,,Nadchodzi taki czas w życiu, kiedy nie wolno nam nie wiedzieć” (J. Viorst).

Im gorzej, tym bliżej

2020 ,,był to dziwny rok, w którym rozmaite znaki na niebie i na ziemi zwiastowały jakoweś klęski i nadzwyczajne zdarzenia” można by napisać za Sienkiewiczem. Dla mnie w tym wszystkim to rok wielkiego uświadomienia i bardzo specyficznej ulgi. Obserwując, jak wzrasta absurdalność naszych realiów, ucisk, jakiej doświadczamy polaryzacji i kryzysów w obszarach dotychczas nienaruszalnych, naprawdę można wpaść w rezygnację, neurozę albo kreowanie alternatywnych (często niesamowicie odjechanych) narracji. Dlatego trzeba wiedzieć, co na ten temat twierdzą Biblia i Katechizm. Znamienne byłoby odczytanie na przykład 21. rozdziału Ewangelii Łukasza i wzięcie go takim, jakim on jest, czyli nie jak ,,apokaliptyczną przypowieść”, która pewnie oznacza co innego, niż jest napisane. Jezus mówi tam jasno, że będzie coraz gorzej, że rozstrzygnięcie dziejów nie nastąpi wskutek dotarcia ludzkości do jakiegoś zadowalającego punktu w samorozwoju, ale że dosłownie ,,moce niebios zostaną wstrząśnięte” (Mt 21, 26). Podobnie czytamy w 677. punkcie Katechizmu: ,,Królestwo wypełni się więc nie przez historyczny triumf Kościoła zgodnie ze stopniowym rozwojem, lecz przez zwycięstwo Boga nad końcowym rozpętaniem się zła, które sprawi, że z nieba zstąpi Jego Oblubienica”. My tymczasem często żyjemy w micie ewolucji i wpadamy w popłoch, kiedy ,,nasz wspólny świat naszymi wspólnymi siłami nie staje się coraz lepszy” – zamiast ,,nabrać ducha i podnieść głowy” (Mt 21, 28), bo to oznacza, że coraz bliżej jest powrót naszego prawowitego Władcy, Pana Jezusa.

Ta gorsząca ekscytacja

Często, kiedy mówię o znakach czasu, eschatologii, powrocie Króla i tych wszystkich pasjonujących sprawach, oczekiwaniem na które powinno tętnić każde wierzące serce, ludzie patrzą na mnie, jak na fanatyczkę nurtu fantasy, co to naczytała się Tolkiena. Jednak, jeśli postudiuje się Nowy Testament, bardzo łatwo można zauważyć, że dla pierwszego Kościoła Paruzja była najpilniejszą tęsknotą i najbardziej palącym marzeniem. Dzisiaj wygląda na to, że umeblowaliśmy sobie życie na tyle mocno w tym nieforemnym świecie, że nawet jego nieprawość i kataklizmy nie kierują nas w stronę Naszej Odwiecznej Nadziei. Albo szukamy rozwiązań duchowych, które doraźnie służą tylko nam, naszemu przetrwaniu, jakby Kościół był restauracją, a nie rodziną z konkretnym zadaniem do wykonania na Ziemi. Zaproszenie do przebudzenia się wciąż pozostaje jednak aktualne. Jak to zrobić? Zaryzykuj przejście przez najciaśniejszą cieśninę obumarcia z przerażenia z powodu tego, jak wielkie zło i zwiedzenie będzie postępowało w rzeczywistości obecnych czasów. Tylko wtedy można zostać ożywionym przez Ducha, który samego Jezusa wzbudził z martwych, następnie być napełnionym ekstatyczną świadomością Jego zbliżania się, bezprecedensową nadzieją rzeczywistości, jaka nastąpi, gdy On obejmie sprawiedliwe rządy i ukoi tym serca narodów, nuklearną miłością przewyższającą otchłań. Nie ma innej drogi. To wcale nie fantasy, to moja i twoja rzeczywistość dzisiaj. Nie dramatyzuję.

Pokój-pułapka

Gdy się boimy, gdy wybucha wojna, gdy szaleje pandemia, gdy panoszą się terroryzm i ludobójstwo, gdy rzeczywistość robi się tak relatywna, że już doprawdy można czasem zapomnieć, jak się człowiek nazywa – łatwo jest szukać mesjaszy i tak zwanych wielkich głów, co to ,,mają odpowiedź”. I tutaj uwaga. Trzeba bardzo uważnie studiować meandry swojego serca, żeby umieć odróżnić, co jest godnym i sprawiedliwym społecznym, politycznym, dyplomatycznym, etc. manewrem – bo przecież z mandatu Bożego jesteśmy kreatorami realiów, wezwanymi do twórczości, nie bierności, i mamy się troszczyć i starać, i pracować, żeby było lepiej – a co jest obiecywaniem tego, czego żaden człowiek nie ma mocy spełnić. Słowo Boże zapowiada bowiem nadejście wielkiego chaosu, jakiego dotąd nie było na Ziemi, a wraz z nim pojawienie się kogoś, kto będzie ,,miał odpowiedź”, kto obieca zapewnić pokój światu, następnie mu się to uda i wielu się na to nabierze. Tak, to charakterystyka antychrysta (Ap 13). Uważajmy, do kogo wzdychamy! Jako wierzący musimy wiedzieć, że tylko Jeden jest Król, który jest odpowiedzią na tęsknotę wszystkich czasów, dziejów, narodów i pokoleń. Jezus. Pan. Jeśli ktoś uwodzi słowami, których nie powiedział, ani nie powiedziałby Jezus – nie wierzmy!

Jest więcej

I nie chodzi mi tu absolutnie o jakąś biedną, asekurancką eschatologię, w imię której nie stajemy jako wierzący w miejscu naszego powołania, tylko z zegarkiem w ręku spoglądamy w niebo, nic nie robiąc. To byłoby świadectwo ,,pobożnej niewiary” w realną moc Ewangelii! I totalna ignorancja wobec apostolskiego wezwania, z jakim nas zostawił Pan Jezus. To jest rodzaj zwiedzenia, przed którym Paweł strofował na przykład Kościół w Tesalonice. Jakie powołanie mam na myśli? Synów i Córek Bożych, mających objawiać charakter i miłość Pana, tak aby wszyscy poznali, Kim On Jest i aby się działo jako w Niebie tak i na Ziemi (Rz 8, 19). Wierzę, że wraz ze wzrostem przewrotności będzie też rosnąć chwała doświadczanej przez wierzących ponadnaturalnej łaski. Że im będzie gorzej, tym bardziej będziemy doświadczać Bożych interwencji, znaków i cudów (Ap 22, 11). Jeśli przylgniemy do Niego, zostaniemy wyposażeni we wszelki oręż duchowy, jaki moglibyśmy potrzebować po to, aby brawurowo świadczyć o Nim, doprowadzając z Duchem Świętym do światowego przebudzenia, jeszcze zanim Pan powróci. To ekscytująca perspektywa! I jakaż obietnica: że wszelki ucisk, opresja, bój i prześladowanie okażą się dla nas niczym wobec doświadczenia Jego chwały, które będzie tak integralne dla oczyszczonego Kościoła, że w istocie będzie on znany z miłości i wiary, która zwycięża świat (Rz 8, 18; 2 Kor 4, 16-18).

Wiem, że to wszystko może brzmieć paradoksalnie. Przerażenie pożenione z ekscytacją, a cierpienie z chwałą? Właśnie tak! Święte i tajemnicze paradoksy naszego życia z Tym, który sam jest przecież i Barankiem i Lwem, i Księciem Pokoju i Władcą z rózgą żelazną w ręku. Wszystkim we wszystkich. W drodze do Pełni, która wiedzie przez wiele wyścielonych łaską cieśnin. 

Maja Sowińska

__________________________________________________________________________

Fot. Kasia Lewek

***

Dział publicystyczny „Na werandzie” funkcjonuje dzięki wsparciu darczyńców Fundacji „SOWINSKY”. Możesz nam pomóc tworzyć i rozwijać tę przestrzeń przy pomocy wpłat na konto naszej Fundacji: 13 1140 2004 0000 3302 7887 9056 tytułem „darowizna na realizację celów statutowych”. 

Dziękujemy za wsparcie! Dzięki Wam możemy tworzyć dalej. 🙂