Jak to właściwie jest? Chrześcijańska antykoncepcja? Taka w wyniku ,,jasnej pomroczności” Kościoła. Opcja dla słabych, którzy śpią w osobnych łóżkach z obawy przed ślubowanym „przyjmiemy i po katolicku wychowamy potomstwo, którym nas Bóg obdarzy” – literalnie rozumiane … ,,co rok to chrzciny”. A może…

…a może genialne narzędzie dla tych, którzy nie mają ducha lęku, ale mocy, mądrości i trzeźwego myślenia; dla tych, którzy nie czują się jak sługa – przestraszeni, czy jak najemnik – przymuszeni, ale jak dziecko – ukochani, wezwani do współtworzenia z Panem.

O czym właściwie mówimy. O NPR. Naturalnym Planowaniu Rodziny i metodach, bo różne są narzędzia, które w tym planowaniu pomagają.

Zacznę od końca

Zacznę od końca, czyli garść słów o tym, czym NPR nie jest i jakie narośle fałszywych sądów musimy z niego zedrzeć, żeby dogrzebać się do istoty.

Chrześcijańska antykoncepcja. Takie określenie samo w sobie jest sprzeczne. Antykoncepcję ustawia się razem z metodami NPR na równi jako techniki służące planowaniu lub odłożeniu kolejnych poczęć. I wszystko gra. Bo zarówno NPR jak i antykoncepcja mają takie ogólne założenie. Różnica tkwi w szczegółach i perspektywie patrzenia, metodach i… sercu człowieka. Wspólne założenie sprawiło, że naprzemiennie zaczęto używać pewnych pojęć. Antykoncepcję nazywać planowaniem, a NPR antykoncepcją z gwiazdką – dla chrześcijan. Samo słowo ,,antykoncepcja” można sobie przetłumaczyć jako brak koncepcji na kolejne dziecko albo na dziecko w tym konkretnym czasie mojego życia. Tylko że, jak przytłaczający ogrom naszych polskich słów, to konkretne jest spolszczeniem z łacińską etymologią. Przedrostek „anty” – jako przeciwnik, „conceptio” – poczęcie, zapłodnienie. Można zapytać: gdzie te szczegóły? Masło maślane, wszystko brzmi podobnie. Po co się czepiać?

Antykoncepcja zakłada blokowanie naturalnego daru płodności kobiety (tutaj wiele metod) lub użyciu przez mężczyznę prezerwatywy. Każdy z tych sposobów zakłada, że płodność jest problematyczna. Po co nam możliwość poczęcia w każdym miesiącu? Czemu najbardziej wrażliwi jesteśmy na bodźce erotyczne w okolicy owulacji? Bez sensu to, Boże, wymyśliłeś! A co na to twórcy antykoncepcji? – ,,Dajemy ci tyle rozwiązań! Korzystaj, kiedy chcesz, płodność nie musi cię ograniczać. Uprawiaj seks w każdym czasie, bądź wolny od ciężaru odpowiedzialności za drugiego człowieka i nowe życie. Jesteś panem swojego życia, swojego ciała i swoich decyzji. Nie musisz tego wszystkiego rozumieć, dokładać sobie obowiązków!”. Jakoś nikt nie dopisał, nawet małym druczkiem, jakie mogą być konsekwencje stosowania antykoncepcji i jak dokładnie działa to blokowanie poczęcia. Albo może nie chcemy tego wiedzieć?

Co było dla mnie szokiem. Garść danych

Najbardziej szokująca była dla mnie lektura załącznika do książki „Szkodliwość doustnej antykoncepcji hormonalnej” autorstwa Doroty Jarczewskiej i Karoliny Walczak. Weźmy taką pigułkę antykoncepcyjną: jednoskładnikową i dwuskładnikową. Najpopularniejsze metody antykoncepcji stosowane u kobiet. Pierwsze działanie to hamowanie owulacji. Jednak przy perfekcyjnym użyciu pigułki dwuskładnikowej, a – umówmy się – to nie zdarza się tak często, bo na ową perfekcję wpływa nie tylko precyzja czasowa zażycia leku, ale i poziom stresu, dieta i stan zdrowia, na 100 badanych kobiet: 12 do 30 miało owulację. Przy użyciu jednoskładnikowej tabletki ilość kobiet wzrastała od 60 do nawet 80 na 100 badanych!

Co za tym idzie? Przy swobodnym współżyciu te kobiety spokojnie mogły zajść w ciążę, ale nie miałaby ona szansy się rozwinąć, bo inne składniki pigułki skutecznie ten proces uniemożliwiają. Jeśli jednak poczęte dziecko dociera do macicy – umiera, bo nie ma się gdzie implantować. Dlaczego? Stosowanie antykoncepcji hormonalnej skutecznie wyniszcza endometrium kobiety, które musi mieć odpowiednią grubość, aby ciąża mogła się rozwijać. Zdrowe ciąże wzrastają w warunkach endometrium z grubością od 8-10mm. U kobiet stosujących pigułki hormonalne endometrium ma najczęściej grubość 5mm.

Takie długofalowe działanie pigułek pociąga za sobą konsekwencje na przyszłość. Gdy bowiem kobieta zdecyduje się na dziecko, starania często mogą trwać bardzo długo. Prawdopodobieństwo poronień także wzrasta, gdyż wyniszczone endometrium potrzebuje wiele czasu na regenerację. Warto spojrzeć przez pryzmat tej wiedzy na obecną, zatrważającą wręcz, plagę niepłodności lub problemów z poczęciem.

Manipulacja wiedzą

Drugi szok przeżyłam, dostrzegając pewną manipulację wiedzą. Otóż, pigułki antykoncepcyjne uznawane są przez WHO za czynnik rakotwórczy pierwszej klasy. Widnieją one także w wykazie czynników rakotwórczych z Rozporządzenia Ministra Zdrowia i Opieki Społecznej z dnia 11 września 1996 roku, ale! – aktualnie rozporządzenie jej nie wymienia. Kobieta udająca się po antykoncepcję do lekarza ginekologa powinna zostać wyczerpująco poinformowana o powyższym, ale także o następstwie przyjmowania pigułek, którym są liczne choroby układu krążenia, zawał serca czy udar mózgu. Powinna być także powiadomiona o możliwym działaniu wczesnoporonnym i podpisać oświadczenie, że chce stosować taką metodę mimo istniejącego ryzyka. Tak się nie dzieje z kilku powodów.

Pierwszy: jest ulotka, czyli „przeczytaj sobie sama, nie będę sobie strzępić języka” i druga: zmieniona przez WHO definicja ciąży, na którą lekarze chętnie przypisujący antykoncepcję hormonalną się powołują. Wcześniej ciąża była opisywana jak stan od zapłodnienia do porodu, a więc już od kilku godzin po współżyciu. Obecnie ciąża ma się rozpoczynać od momentu udanej implantacji, czyli jakieś 14 dni po zapłodnieniu.

Przypomnę: dziecko poczęte w wyniku wystąpienia owulacji zostaje zabite zanim dojdzie do macicy lub umiera w macicy, bo nie ma warunków do implantacji. Według standardów WHO – nie ma działania wczesnoporonnego, bo nie zagnieździł się zarodek, a sam zarodek to nie ciąża.

Dwa filary miłości

Uf, przebrnęliśmy przez to. Myślę, że ta skondensowana wiedza rzuca pewne światło na drugi człon wyrażenia „antykoncepcja chrześcijańska” i pozwala zrozumieć, dlaczego NPR to nie jest antykoncepcja. Chrześcijanin ma przecież wkodowane w serce dwa filary miłości: troskę o każde życie (zdrowe, młode, stare, niedołężne, upośledzone, w stanie wegetatywnym, poczęte – na każdym etapie jego rozwoju) oraz szacunek do każdego człowieka.

Jezus całe swoje ziemskie życie doskonale te dwa filary nam pokazywał – jak je budować i podtrzymywać. Sam nie zdecydował się przyjść na świat jako dorosła osoba, ale przeszedł przez wszystkie stadia rozwoju poczętego życia i „cień Najwyższego” Go ochraniał. Nie od momentu implantacji czy od 9 miesiąca ciąży Maryi. Ale już w momencie zwiastowania. NPR dają możliwość zachwycenia się darem płodności, który uzdalnia nas w niezwykły sposób do współtworzenia z Bogiem. Wzywa do odpowiedzialnej miłości nie tylko kobietę, która poprzez obserwacje wie, co się dzieje z jej ciałem, ale zaprasza także mężczyznę, który może lepiej zrozumieć swoją żonę i ma szansę poczuć się współodpowiedzialnym za płodność. Tutaj nie ma żadnego działania wczesnoporonnego, współżycia w stylu „hulaj dusza”. Brzmi wzniośle i jakoś cierpko?

Z autopsji

To ja powiem trochę z doświadczenia. Takie blaski i cienie – kulisy. Absolutnie w metodach naturalnych zachwyca mnie… naturalność. Żadnej chemii, żadnych zbędnych aptecznych gadżetów. Moja wiedza, termometr i karta obserwacji. Nie, wszystko to nie zajmuje wiele czasu – trwa mniej więcej tyle, ile wyciśnięcie tabletki na dłoń, połknięcie i popicie wodą. Serio. Kolejnym ważnym dla mnie argumentem na plus są finanse: termometr kosztuje 12 złotych, karta cyklu na 2 lata – 10 złotych.

Kolejna rzecz: obecne metody opracowane naukowo dają skuteczność zapobiegnięcia ciąży według wskaźnika Pearla (skuteczności metody) na poziomie 97-98 procent. Tyle samo, ile ma antykoncepcja hormonalna. Ale dają więcej niż ona, bo kobieta ucząca się samoobserwacji poznaje swoje ciało, reakcje na stres, chorobę, spożyty alkohol, podróż. Może wykryć pierwsze sygnały choroby, zwiększonego ryzyka poronienia, niedoborów w organizmie, obecności cyst czy polipów na jajnikach i macicy, i wiele innych.

Wiem, w którym momencie cyklu jestem – czy lecę na estrogenie i mogę sobie zarzucić na ramiona wielkie cele i intensywne zadania, czy raczej jestem już w progesteronowym dołku i powinnam być dla siebie bardziej wyrozumiała (te informacje ułatwiają też znacznie życie mężowi!). Rozpoznaję potencjalny moment owulacji i  dni poprzedzających, które mogą umożliwić poczęcie, jeśli dojdzie do współżycia. Rozpoznaję, jak zachowuje się moje ciało, co znacznie ułatwia starania o poczęcie dziecka. Bardzo mnie poruszyło, że wiele kobiet, które stosują antykoncepcję lub w ogóle niczego nie stosują, kiedy zachodzą w ciążę, nie są w stanie określić nawet dnia ostatniej miesiączki! Trochę obciach, że się nie wie, co się ze mną dzieje, jak działa moja kobiecość i cały ten mechanizm. Metody NPR dają mi wiedzę o samej sobie, o moim ciele. Mam głębokie poczucie samoświadomego, celowego działania na rzecz własnego zdrowia. Takie trochę self-reg dla ciała, płodności i związku!

NPR można stosować niemal w każdym przypadku: choroby, pracy na zmianę, długich i krótkich cykli, przy karmieniu piersią. Nie jest kalendarzykiem – uniwersalnym dla każdej kobiety, ale naukowo opracowanymi metodami, szanującymi indywidualność każdej z nich.

Małe świadectwo, minusy, podsumowanie

I na koniec moja osobista historia – każda moja ciąża, a obecnie trwa druga, była przemyślana i zaplanowana. Wcześniejsza suplementacja, dbanie o mnie i męża, wspomaganie naturalne płodności, dokładna wiedza na temat owulacji i… zarówno nasza córka Nina jak i drugie maleństwo poczęli się w upragnionym przez nas czasie i z naszą pełną świadomością, że to życie jest. Pierwszej ciąży byłam pewna już w 3 tygodniu, USG potwierdziło w 4, druga ciąża podobnie. To daje niezwykłe możliwości świadomego przelewania dobra na nowe życie od pierwszych dni jego istnienia, a także przed jego pojawieniem się. To jest planowanie rodziny.

Minusy. Kiedy usiądziemy z mężem i przegadamy, że nie mamy zasobów psychicznych, fizycznych czy finansowych na kolejne czy pierwsze dziecko (a przecież mamy ducha trzeźwego myślenia i, współpracując z Duchem Świętym, możemy poczęcie odłożyć) to świadomie wybieramy, że w momentach poprzedzających owulację i w dniach najwyższej płodności kobiety – nie decydujemy się na współżycie. Praktycznie to wygląda najczęściej tak, że ciało, mózg, hormony, zapach skóry krzyczą „to jest ten moment, kochaj się ze mną”, ale wybieramy wstrzemięźliwość. To jest walka. Ze sobą, z myślami i ciałem. Jasne, świetna lekcja samokontroli, ale też nie raz są to chwile frustracji i złości, bo pożądanie to przecież potężna siła. Niemniej – osobiście stwierdzam, że jeśli się razem ze współmałżonkiem dogadamy, to można ten czas przekuć w moc. Bo jakaż to doskonała okazja, te dni płodne, na okazanie sobie czułości na milion różnych innych sposobów.

Kolejny minus: faza poowulacyjna. Nie dla każdej kobiety jest taka sama, ale są takie wśród nas, dla których ten czas oznacza libido na poziomie minus milion, silny PMS i totalny brak ochoty na współżycie. W praktyce: mamy względnie 14 dni na bliskość, i może jeszcze kilka po miesiączce, ale totalnie nie mamy ochoty. I ostatni osobisty minus: mierzenie temperatury przy małych dzieciach i ogólnym zabieganiu. To czasem wymaga samozaparcia i chęci. Niemniej, mamy już obecnie wiele urządzeń wspomagających ten proces, takich jak monitory cyklu. Sama nauka wybranej metody też może być na początku wymagająca i może generować wiele niewiadomych i pytań. Warto zacząć przed ślubem, Wtedy ma się wiele czasu, aby na spokojnie wsłuchać się w siebie. Jeśli już jesteśmy w małżeństwie, a odkładamy poczęcie, wtedy warto zachować wstrzemięźliwość także na początku cyklu, co może być trudne i wymagać wyrzeczeń. Ale warto. Wiele par stosujących metody NPR zaświadcza, że czują się ze sobą bliżej i mocniej związane, a jakość ich współżycia znacznie się podnosi. Czyli jednak dobrze to Bóg wymyślił.

Dobijam do brzegu. Wracając jeszcze raz do stwierdzenia, że NPR i antykoncepcja mają wspólne założenie – planowanie rodziny – to jednak z NPR i antykoncepcją jest trochę tak jak z tym słynnym porównaniem: jak daje Bóg, a jak daje szatan. Bóg wyciąga dwie dłonie: dobro i zło. Wybierz. Szatan otwiera jedną dłoń i mówi „masz, to dla ciebie”. Wąskie ścieżki, ciasne bramy albo szerokie gościńce. 

 

Aleksandra Charyga

__________________________________________________________________________

Fot. Kasia Lewek

***

Dział publicystyczny „Na werandzie” funkcjonuje dzięki wsparciu darczyńców Fundacji „SOWINSKY”. Możesz nam pomóc tworzyć i rozwijać tę przestrzeń przy pomocy wpłat na konto naszej Fundacji: 13 1140 2004 0000 3302 7887 9056 tytułem „darowizna na realizację celów statutowych”. 

Dziękujemy za wsparcie! Dzięki Wam możemy tworzyć dalej. 🙂