Maja Sowińska: Wiem, że czekasz na Powtórne Przyjście Jezusa. Czy zawsze tak było? Jak znalazłaś się w tym miejscu świadomości serca, w którym jesteś dzisiaj: tęsknoty i ekscytacji?

Gosia Sobczyk: Hm… Nie zawsze tak było, choć muszę przyznać, że nie pamiętam w moim życiu takiego czasu, kiedy nie kochałabym Jezusa. Pochodzę ze świadomie i głęboko wierzącej rodziny, w której Jezus był tak żywy i obecny pośród nas każdego dnia, że już jako mała dziewczynka doświadczałam mocno Jego bliskości i pamiętam, że uciekałam często w odosobnione miejsca, by móc się z Nim spotkać we właściwy dla mnie tylko sposób. Towarzyszył temu zawsze osobliwy wstyd, jakby skrępowanie i pewien rodzaj tajemnicy, o której krępowałam się mówić innym. Zatem, wzrastając od dziecka w takiej atmosferze, naprawdę kochając Boga całym sercem, ciężko było mi wyobrazić sobie, że jest „coś więcej”… Aż do pamiętnych wakacji w Lanckoronie w 2004 roku, na które wysłała mnie i mojego brata moja mama. Było to tygodniowe spotkanie młodych ludzi z całego świata, wielu narodowości i wielu denominacji, a głoszącym był ksiądz Peter Hocken, który później wiele razy przyjeżdżał do Polski i stał się dla mnie duchowym ojcem. Treści głoszone podczas tego tygodnia były dla mnie tak nowe i zaskakujące – a co więcej – potwierdzane niesamowitym działaniem Ducha Świętego pośród nas, że po prostu nie mogłam przejść obok nich obojętnie. Wyrwana z mojego małego „światka”, gdzie głównie liczyłam się JA i moja relacja z Jezusem, gdzie granice poznania Kościoła sięgały nie dalej niż płot naszego domu rodzinnego, nie dalej niż ogrodzenie naszej parafii i nie dalej niż kilka zaprzyjaźnionych rodzin wierzących z lat dzieciństwa, zostałam nagle wrzucona na dużo szersze wody… Ujrzałam Kościół w tak potężnej różnorodności i dynamice, jakich nigdy wcześniej nie widziałam. Spotkałam wierzących z innych denominacji i zachwyciłam się tym, jak wiele mamy sobie do dania, usłyszałam o WIELKIM JEDNYM PLANIE BOGA, w którym JA mam swoje miejsce, w którym KAŻDY z nas MA SWOJE miejsce. Poznałam braci i siostry z Izraela, którzy uwierzyli w Jezusa, i po raz pierwszy tak naprawdę zdałam sobie sprawę, że Jezus jako człowiek narodził się w konkretnym narodzie i ma swoje konkretne dziedzictwo, że jego tożsamość jako Żyda nie była mniejsza niż mnie jako Polki mieszkającej w Krakowie z konkretnymi korzeniami rodzinnymi. Aż w końcu usłyszałam, że tym planem utajonym od wieków, a objawionym nam jest to, że BÓG ma SYNA i przygotowuje dla niego MAŁŻONKĘ, czyli Kościół, i że ostatecznym celem, na który czeka cały wszechświat to Powrót Jezusa na Ziemię, zaślubiny Oblubienicy i Oblubieńca – i nastanie Królestwa.

Maja: To są wiekopomne odkrycia! (uśmiech) 

Gosia: Pamiętam, że kiedy po raz pierwszy usłyszałam słowa, że Jezus powróci tutaj do nas na Ziemię, byłam w lekkim szoku – jakby ktoś obudził mnie ze snu. Przyjdzie już nie w uniżeniu, jak za pierwszym razem, ale w chwale i ustanowi Królestwo, zniknie płacz i każda łza zostanie otarta z policzka, a my ujrzymy Go – wraz z całym odnowionym stworzeniem takim, jaki On JEST. Ta perspektywa powrotu Jezusa przeszyła moje serce, stała się nagle tak realna i prawdziwa jak fakt, że ja sama istnieję, oddycham i żyję. Ewangelia mówi o tym, żebyśmy uczyli się odczytywać znaki czasu. Podczas tamtego tygodnia ksiądz Peter Hocken powolutku przeprowadzał nas przez charakterystykę znaków naszych czasów. Z każdym jego kolejnym słowem czułam, że moje serce mocniej bije, to było dosłownie takie uczucie jak otwarcie potężnego okna w dusznym, małym pokoju… Powiew otumaniającej świeżości, a widok za oknem tak zapierający dech w piersiach, że człowiek wie, że po to właśnie żyje – żeby to oglądać. Pamiętam, jak z wypiekami na twarzy przekopywałam Biblię, szukając wszystkich fragmentów mówiących o Królestwie, które nadejdzie, które wierzyłam może nadejść jeszcze za mojego życia (i wciąż wierzę!)! Każdy znaleziony fragment był dla mnie jak odkryty brylant, który szlifowałam w swoim sercu i wyobraźni, na modlitwie przed Bogiem, błagając Go, by urealnił je tak mocno we mnie, bym nie mogła już o tym zapomnieć, a każdego poranka, budząc się, miała przed oczami obraz Królestwa namalowany fragmentami Słowa Bożego urealnionego we mnie przez Ducha Świętego. I nagle mglista perspektywa Nieba po śmierci przeobraziła się w silną, pełną pasji tęsknotę i pragnienie ujrzenia nadchodzącego Królestwa, a przede wszystkim ujrzenia Tego, za którym tęskniło moje serce od dzieciństwa. To naprawdę zmieniło (i zmienia) moje życie. Po 16 latach wciąż nie jestem w stanie mówić o tym, czym jest dla mnie Powrót Jezusa na ziemię bez silnego wzruszenia… Może się to wydawać „bujaniem w obłokach” i skupianiem się na czymś tak odległym i mało konkretnym i nie życiowym – ale nic bardziej mylnego. Moja codzienność, wybory, których dokonuję, i rzeczy, które muszę przepracowywać w sobie „na bieżąco” są tak mocno ukształtowane przez perspektywę Paruzji, że aż samej mi czasem w to ciężko uwierzyć. Ale to na inny temat do rozmowy! (śmiech)

Maja: Kiedyś mówiłaś na spotkaniu Głosu na Pustyni konferencję, która bardzo zapadła mi w pamięć. O tęsknocie Oblubienicy za Oblubieńcem. Omawiałaś tam werset z psalmu 63: ,,za Tobą tęskni moje ciało”. Możesz opowiedzieć, jak przeżywasz ten werset? Bo zwykle ograniczmy tego typu stwierdzenia, że duch albo dusza, to jest wtedy takie mistyczne i nieuchwytne. A ciało?

Gosia: Tak, to dzielenie, o jakim mówisz, dotyczyło pewnego doświadczenia, które miałam podczas uwielbienia i wystawienia Najświętszego Sakramentu w Podolincu, w jednej ze słowackich wspólnot. Wzięłam wtedy właśnie ten Psalm 63, aby się nim modlić i uwielbiać Boga, i trafiłam na to zdanie. Nie dawało mi ono spokoju: „za Tobą tęskni moje ciało”. Mówiłam do Boga: ,,Boże, wiem co to znaczy, że tęskni za Tobą mój duch i moja dusza, ale powiedz mi, co to znaczy, że tęskni za Tobą moje ciało? Nie rozumiem tego”! Zadawałam to pytanie kilka razy i nie chciałam „odpuścić”, wracałam i wracałam do tego zdania…Aż w którymś momencie poczułam przeszywający ból w całym ciele, to było takie uczucie, jakbym nagle fizycznie mogła odczuć każdą komórkę mojego ciała i każda ta komórka była w bólu, od czubka głowy po same stopy. Było to na tyle silne, że nie mogłam ustać na nogach, musiałam szybko usiąść, a potem położyć się gdzieś w rogu sali. Leżąc na tej podłodze, zaczęłam się zastanawiać, o co chodzi, i zadałam Bogu pytanie: ,,Czy chcesz mi, Boże, coś przez to powiedzieć”? I usłyszałam w sercu bardzo wyraźną odpowiedź: ,,Dziecko, każdy ból, którego doświadczasz w swoim ciele, jest tak naprawdę wołaniem twojego ciała o uwolnienie, wołaniem i jego tęsknotą o wyzwolenie i przywdzianie nowego zmartwychwstałego ciała! Jest wołaniem o moje Powtórne Przyjście”! Pamiętam, jak w tym momencie stanęły mi przed oczami sceny z mojego życia, kiedy moje ciało po prostu niedomagało, zaczynało się „buntować” i „kapitulowało”: ze stresu, z braku snu, z szalonego trybu życia… Wszystkie te momenty, kiedy nie miałam po prostu sił podnieść się z łóżka, kiedy byłam chora albo zwyczajnie coś mnie bolało. I teraz wiem, że to są te momenty, kiedy moje ciało woła – nie tylko o to, aby się o nie zatroszczyć (śmiech), ale woła całym sobą o uwolnienie.

Mówi o tym również św. Paweł w 2 Kor 5, 2-6: „Tak przeto teraz wzdychamy, pragnąc przyodziać się w nasz niebieski przybytek (czyt. zmartwychwstałe ciało). Dlatego właśnie udręczeni wzdychamy, pozostając w tym przybytku, bo nie chcielibyśmy go utracić, (ciało) lecz przywdziać na niego nowe odzienie (zmartwychwstałe ciało), aby to, co śmiertelne, wchłonięte zostało przez życie. A Bóg, który nas do tego przeznaczył, dał nam Ducha jako zadatek.

Zatem Bóg chce się posłużyć całą naszą istotą – duchem, duszą i CIAŁEM, aby tęskniły za nim, zapragnęły Go.

Maja: Jak to działa w praktyce, życie we wspólnocie, gdzie jednym z filarów jest „wołanie o Powtórne Przyjście Jezusa”? Nieraz pewnie brzmi to dla ludzi kosmicznie i dziwacznie. Jak się wtedy tłumaczycie? Poza tym, nikt nie zna dnia, ani godziny przyjścia Pana, więc czy to wypada tak Go nagabywać? (śmiech)

Gosia: Chyba się z tego nie tłumaczymy (śmiech). Rzeczywiście często dla ludzi wydaje się to na początku dziwaczne, ale to tylko pokazuje jak mylne mamy zrozumienie Powrotu Jezusa na Ziemię – czym ono naprawdę będzie i co będzie oznaczać dla wierzących. Ciekawe jest to, że kiedy ktoś przychodzi po raz pierwszy na nasze spotkanie, to właśnie nasze wołanie o Paruzję podczas wstawiennictwa wywołuje w ludziach niesamowite emocje, pojawiają się pytania, o co chodzi z tym Powtórnym Przyjściem i dlaczego się o to modlimy. Staramy się wtedy zawsze krótko odpowiedzieć, ale prawda jest taka, że to Duch Święty wzbudza w sercach ludzi tę tęsknotę – której może nie umieją nazwać – ale ona tam jest! I kiedy słyszą, jak cała sala woła z głębi serca: „Maranatha!” – coś się porusza w ich wnętrzu i często chcą więcej o tym usłyszeć, nie zdając sobie sprawy, że to właśnie ziarno Błogosławionej Nadziei (czyli Nadziei na przyjście Pana) zostało w ich sercach zasiane przez Ducha Świętego. To Duch Święty jest nosicielem tej Nadziei. Dlatego cudowne jest to, że my nic sami z siebie nie musimy produkować. Nie musimy się wysilać, by zawołać „przyjdź, Panie Jezu”, nie musimy być po studiach teologicznych ani po formacji w „Głosie na Pustyni”, by tę tęsknotę mieć. Wystarczy, że otworzymy się na Ducha Świętego, a już Jemu najbardziej zależy na tym, by Oblubienica zaczęła tęsknić!

Maja: Czyli to nie jest ekskluzywne! Każda wspólnota powinna rozwijać tę perspektywę u swoich członków!

Gosia: Myślę, że pragnieniem Jezusa-Oblubieńca jest to, by cała Jego Oblubienica była w ogniu tęsknoty za Nim! Śledząc fragmenty z Nowego Testamentu, mówiące o tym, jakie podejście mieli pierwsi chrześcijanie do tego tematu, to z wrażenia można spaść ze stołka! (śmiech). Widzimy w nich wielkie oczekiwanie, że On przyjdzie, i radość z tego! Ich nadzieja ujrzenia Chrystusa jeszcze za życia była główną motywacją do tego, by prowadzić święte życie! Osobiście myślę, że jest niesamowite połączenie między pragnieniem osobistego uświęcenia a pragnieniem, aby Pan powrócił. Św. Paweł mówi też ciekawe słowa w 1 Kor 1, 7-8: „Nie zabraknie nam żadnego (żadnego!) daru łask!”. Jest tylko jeden warunek: „Gdy oczekujecie objawienia się naszego Pana Jezusa Chrystusa”. Często też powtarza wierzącym, aby byli cierpliwi (Jk 5, 7-8). To oznacza, że oni się niecierpliwili! Nie mogli się doczekać, wyczekiwali, rozmawiali o tym; kiedy było im ciężko, pocieszali się słowami, że Pan wróci lada dzień. Były to ich normalne rozmowy, a pierwsi chrześcijanie (męczennicy) zawsze na zakończenie Eucharystii pokrzepiali się słowami „Maranatha!”. Osobiście myślę, że nadzieja Powrotu Pana, która jest rozbudzona we wspólnocie, sprawia, że mamy wspólne doświadczenie tęsknoty jako Kościół. To jest coś naprawdę szczególnego. Moment jednoczesnego wołania „Maranatha!” wypływającego z głębi serca sprawia, że nagle wszyscy wracamy na te same tory, jesteśmy zorientowani na jeden cel, nasz wzrok jest utkwiony w jednym punkcie i nagle pojawia się „mimochodem” dar niesamowitej jedności między nami i zażyłości, jakiej wcześniej nie było. Czujemy się naprawdę jak jedno ciało, złożone może z wielu członków, ale oczy patrzą w tę samą stronę, a serce bije tym samym rytmem – pragnieniem ujrzenia w końcu SWOJEGO OBLUBIEŃCA twarzą w twarz.

Maja: Właśnie, jak się ma do tego wszystkiego, o czym mówimy, temat jedności chrześcijan?

Gosia: Uwielbiam to pytanie! Temat jedności ma się tutaj całkiem do rzeczy (śmiech). Moment przyjścia Jezusa będzie tym momentem, kiedy wszystko na nowo zostanie zjednoczone w Chrystusie jako głowie – to, co na niebie i to, co na ziemi (Ef 1, 10). Jedność złamana w raju na trzech płaszczyznach: relacji z Bogiem, z sobą samym i ze stworzeniem –zostanie przywrócona i odnowiona! To jest naprawdę niesamowite! To jest bardziej ekscytujące niż wszystkie wymyślone baśnie i happy endy romantycznych filmów. Pomyśl tylko: przywrócona jedność z Bogiem (będziemy jako Kościół w relacji małżeńskiej z Chrystusem, w całkowitej transparentności, zachwycie, intymności, wydobywania z siebie okrzyków ,,Święty, Święty, Święty” w dzień i w noc, obdarowywania siebie sobą nawzajem i oglądanie Go twarzą w twarzą – co więcej, dotykanie Jego twarzy i stanie bez wstydu przez Jego obliczem w wybielonych szatach krwi Baranka. Później relacja ze sobą samym, to jest kolejny temat rzeka. Wyobraź sobie, że już nie istnieje coś takiego jak „rozdarcie wewnętrzne”, nastąpi pełna integracja naszych uczuć, woli, emocji, tego, kim jesteśmy i do czego zostaliśmy przeznaczeni! Wszystkie powołania w Kościele, tj. małżeństwo i celibat, powołanie do bycia mężczyzną i kobietą, powołanie aktywne lub kontemplacyjne – zostaną wyniesione na wyższy, docelowy poziom, kiedy odnajdą swoje pełne znaczenie w odniesieniu właśnie do Powtórnego Przyjścia. Komplementarność tych wszystkich powołań, to, jak one się uzupełniają w ciele Chrystusa, dopiero rozbłyśnie na końcu czasów. Jan Paweł II pisał, że w ostatecznym przyjściu Pana wypełni się przeznaczenie całego stworzenia. W końcu jedność ze stworzeniem, czyli tym, co wkoło nas (cała odnowiona natura i stworzenie wybuchające pięknem i odbiciem Stwórcy, czyste piękno bez skazy grzechu, który ostatecznie zostanie wyrwany z korzeniami z Ziemi) oraz w naszych relacjach (pełne zrozumienie, docenienie się, szacunek, radość i ekscytacja z czyjegoś obdarowania, różnorodności i cud pojednania tego, co teraz wydaje nam się po ludzku nie do pojednania).

Maja: Czyli to jednak nie jest tak, że tylko „katolicy mają rację”. Wychodzi na to, że tu w ogóle nie chodzi o rację – tylko o Niego…

Gosia: Dokładnie tak. Po nałożeniu perspektywy Paruzji na nasze różnice – wojny między denominacjami cichną – a wylewa się ponadnaturalna miłość, przez miłość najlepiej i najprawdziwiej wszystko widać.

Maja: Masz jakieś źródła, tytuły, książki, propozycje, gdzie odesłać kogoś, kto chciałby się rozwijać w omawianych przez nas tematach?

Tak, zdecydowanie polecam Biblię (śmiech). I nie żartuję. Słowo Boże jest wręcz „napakowane” fragmentami o przyjściu Jezusa i o nadchodzącym Królestwie. Do tego jest to Żywe Słowo, pracujące w nas, które nie powróci do Boga, dopóki nie wykona swego zadania. Czytaj Słowo – znajduj fragmenty mówiące o Paruzji, opisujące Królestwo, Nowe Jeruzalem i nową rzeczywistość, na którą czekamy. Proś Ducha Świętego o to, by rozbudzał w tobie nadzieję Jego powrotu i czekaj… Czekaj i obserwuj, jak twoje serce zaczyna płonąć tęsknotą, aby ujrzeć Pana nadchodzącego w chwale! Bardzo często sama to robię. Kiedy czuję, że moja tęsknota słabnie, otwieram te fragmenty, które jeszcze zaznaczałam 16 lat temu i wtedy czuję, że wracam do miejsca najlepszego, jakie może być – tęsknego wyczekiwania momentu, gdy będę mogła podnieść głowę, by ujrzeć nadchodzącego Chrystusa: ,,A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie!” (Łk 21, 28). Gdyby ktoś chciał jednak szukać innych „lektur”, to całym sercem polecam tryptyk napisany przez księdza Petera Hockena: Wielki plan Boga, Kościół, który nadchodzi oraz Przecieranie nowych dróg. Do tego lektura Katechizmu Kościoła Katolickiego w temacie czasów ostatecznych i Paruzji – sama wypisywałam kiedyś wszystko, co w nim znalazłam na ten temat, i każdemu polecam wybrać się w tę niesamowitą podróż: w głąb nadziei Kościoła, w głąb swojego serca i tego, co jest w nim najgłębiej ukryte – to wypisana tęsknota za tym, co dopiero nadchodzi, a czego już możemy kosztować poprzez relację z Duchem Świętym!

***************************************************************************

Małgorzata Sobczyk – z wykształcenia filolog ukraiński, z zawodu koordynator międzynarodowych projektów; obecnie kierownik Chrześcijańskiej Poradni Psychologicznej Shalom. Jej marzeniem jest, by każdy mógł doświadczyć bezwarunkowej miłości Ojca. Pragnie widzieć Kościół stojący w jedności jako bracia i siostry, uznający swoje dziedzictwo i korzenie w Izraelu, z tęsknotą wyczekujący powrotu Jezusa na końcu czasów i chodzący w mocy Ewangelii. Miłośniczka żeglarstwa, Lema i omletów. Zakochana w mężu Karolu i dzieciach: Danielku i Zuzi. Mieszka w Krakowie.

Grafika: Beata Kowalewska-Tylka – artysta grafik/projektant, prywatnie żona i mama, mieszka w Krakowie, głosi Dobrą Nowinę językiem ilustracji (Instagram: @borntobelight).

Dział publicystyczny „Na werandzie” funkcjonuje dzięki wsparciu darczyńców Fundacji „SOWINSKY”. Możesz nam pomóc tworzyć i rozwijać tę przestrzeń przy pomocy wpłat na konto naszej Fundacji: 13 1140 2004 0000 3302 7887 9056 tytułem „darowizna na realizację celów statutowych”. 

Dziękujemy za wsparcie! Dzięki Wam możemy tworzyć dalej. 🙂