Maja Sowińska: Może zacznę z grubej rury: czy świat się kończy?

Łukasz Nauman: Jak najbardziej. Chociaż ludzkość udaje, że wszystko jest w porządku i ten porządek próbuje budować, to nasz „Titanic” długo nie pociągnie. Woda zaczęła wlewać się do środka… Ale orkiestra robi dobrą minę do złej gry i piłuje na skrzypcach najpiękniej jak potrafi. A tu trzeba ratować ludzi – jak najwięcej się da! Jezusowa Łódź ratunkowa – każdy się tam może schować. To nowotestamentowa arka Noego. Czy wiesz, że wiele z łodzi ratunkowych odpłynęło z Titanica bez kompletu pasażerów? Używając tej metafory, mówiąc o zbawieniu, należy mocno podkreślić, że ratunek jest dla każdego: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby KAŻDY, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3:16). Ale nie każdy chce chwycić pomocną (przebitą) dłoń Jezusa. Niektórzy w ogóle nie wierzą w to, że jest jakiś problem, że toniemy…

Maja: Teologowie zgrabnie twierdzą, że zgodnie z Katechizmem tzw. Czasy Ostateczne zaczęły się w momencie zaistnienia Jezusa w historii, a potem Jego wniebowstąpienia i rozesłania misyjnego uczniów. Nie wiem, czy taka jest intencja, ale często jest to cytowane w takich kontekstach, jakby miało brzmieć trochę jak takie eleganckie ,,panowie i panie, nie ma się co spinać, wszystko było i będzie, jak jest”. Twoja odpowiedź jest z kolei bardzo bezceremonialna. Skąd ta różnica?

Łukasz: Katechizm ma głęboką mądrość. Sygnalizuje zagadnienie jak najszerzej się da, by zapobiegać różnorakim ekstremom w ujęciu tematu. Na przykład w pierwszych dziesięcioleciach po zmartwychwstaniu Jezusa wielu wierzących za bezzasadne uważało zakładanie rodzin, zarabianie na życie czy edukację. Przecież „za chwilę powróci Pan!” Nie ma więc sensu przywiązywać się do tego świata. Obecnie zaś żyjemy bliżej drugiego ekstremum. Ciężko pracujemy, szkolimy się, pomnażamy potomstwo – godne to i sprawiedliwe. Ale mam wrażenie, że czasem zapominamy, że niczego stąd nie zabierzemy. Zapominamy, że jesteśmy tu na kilka dekad. Że to tylko ciąża przed wiecznością. Zdaje się, że to śp. ks. Piotr Pawlukiewicz powiedział: „Jeśli umrzesz zanim umrzesz, to nie umrzesz kiedy umrzesz”. To moje bezceremonialne, bezpośrednie przypomnienie o potrzebie uratowania się zanim nadejdzie potop, wynika z natury ewangelisty (uśmiech). Ale nie jest też sprzeczne z Katechizmem, raczej kładzie akcent na działanie tu i teraz. W końcu czasu coraz mniej.

Maja: Jednak czy te czasy są gorsze od innych, co by miało szczególnie alarmować? Każda epoka ma miarę swojej podłości, a dzień zbawienia i nawrócenia jest dzisiaj, teraz. Czy dostrzegasz jakieś wyjątkowe znaki, które by wskazywały na to, że może wchodzimy w końcowy wiraż?

Łukasz: Jezus mówi nam, żebyśmy byli uważni i rozpoznawali znaki czasów. Powstanie państwa Izrael (1948) jest bardzo wymownym znakiem. Dynamicznie wzrasta liczba Żydów mesjanistycznych – obecnie aż 1,5 mln! Kolejna sprawa to głoszenie Ewangelii. Jezus zapowiada, że będzie ona głoszona na całej ziemi i wtedy nastąpi koniec (Mt 24:12). Dzięki internetowi staje się to dziś dużo łatwiejsze do zrealizowania. Chrystus zapowiada: „Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte (Łk 21:25-26). Ktoś znowu może zauważyć, że od wielu wieków mamy takie rewelacje jak trzęsienia ziemi, powodzie, zaćmienia słońca i co? I pstro. Mam jednak wrażenie, że ich intensyfikacja w ostatnim okresie jest dość znacząca. Może to kwestia, że internet daje możliwość dużo szerszego nagłaśniania takich wydarzeń? No i lekceważona przez tak wielu pobożnych sprawa ocieplenia klimatu, która powinna niepokoić. Mamy sobie czynić ziemię poddaną, mamy nią mądrze zarządzać, więc życzyłbym sobie, abyśmy użytkowali zasoby Ziemi (np.wodę) w bardziej odpowiedzialny sposób. Reasumując: znaków mnóstwo… Tylko kto je zauważy? Kiedy Jezus stwierdza: „Umiecie rozeznawać to, co dzieje się na ziemi i niebie…” (Łk 12:56), to ja sobie myślę, trochę żartując, że nasz Pan chyba nas przecenia, bo nawet z tym nam ciężko idzie…

Maja: A co ze strachem? Wierzący powinni się bać, widząc to wszystko?  Czy może jest w Biblii przepis nie tylko na rozeznawanie, ale i na reakcję?

Łukasz: Boimy się z reguły tego, co nieoswojone. Ale też musi to być na tyle konkretne, żebyśmy się w ogóle przestraszyli. Wydaje mi się, że koniec świata jest dla wielu ludzi wciąż zbyt abstrakcyjny, żeby się poważnie przejąć. Przeciętny zjadacz chleba nie do końca kuma, z czym to się wiąże. Przeciętny chrześcijanin raczej też. My się boimy utraty pracy, biedy, cierpienia, poniżenia, koronawirusa, śmierci swojej albo najbliższych. To jest nasz lokalny „koniec świata”. Tak, mamy chodzić twardo po ziemi, ale z głową ukrytą w niebie. Jesteśmy na tym świecie, ale nie jesteśmy z tego świata. Jesteśmy w ciąży z wiecznością i brzuszek nam się zaokrąglił. To sprawia, że ludzki naturalny strach niknie w obliczu pewności zbawienia. Boję się po ludzku, ale kiedy jestem w Bogu, mam pokój. Bo jestem w Nim, a On we mnie. Jezus mówi nam: „Gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie” (Łk 21:28). Wracając do wspomnianej wcześniej analogii ciąży, można powiedzieć w skrócie: zaczęły się bóle porodowe, ale musi się to wszystko wydarzyć, żeby się urodziło dziecko. Będzie bolało, ale to, co potem, jest niewyobrażalnie cudowne.

Maja: A o co chodzi z Żydami mesjańskim, o których wspomniałeś. Jak oni się łączą z tym wszystkim, o czym rozmawiamy?

Łukasz: Pomaga nam w zrozumieniu tego historia o Józefie, który jest starotestamentowym typem Chrystusa. Sprzedany przez braci (Żydzi), po wielu dramatycznych wydarzeniach, Józef zostaje zarządcą Egiptu. Jest głód i bracia Józefa przybywają do Egiptu, by prosić o pomoc. Egipt symbolizuje świat pogan. Jak wiemy Ewangelia głoszona była najpierw Żydom i to wyłącznie z nich składał się pierwszy Kościół. Ale potem Dobra Nowina poszła w świat, aż po krańce Ziemi, i dotarła do narodów (czy też, jak to określa św Paweł: pogan). Mesjasz Jeszua, który wywodzi się z narodu wybranego, przez wieki zmienił się nie do poznania. To już nie rabbi z pejsami, ale blondyn z amerykańskich produkcji. Już nie obchodzi szabatu, chodzi na mszę. Zamiast królem żydowskim, stał się królem pogan. Nic dziwnego, że Żydom trudno w Nim rozpoznać Mesjasza – podobnie jak braciom Józefa ciężko było rozpoznać swojego brata. Ale nadchodzi chwila, gdy Józef objawia się braciom. To nie oni odkrywają jego tożsamość, ale to Józef zdradza im, kim jest. Wzruszenie, łzy, uściski… Właśnie to zaczyna się teraz dziać w ramach ruchu mesjańskiego: Jeszua objawia się Żydom. Dlaczego? Żeby mogło nastąpić POJEDNANIE. Żeby to, co popękane, mogło zostać na nowo sklejone klejem przebaczenia. Aby „rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno” (J 11:52). Aby Chrystus był Królem żydowskim i pogańskim. Królem nad wszelkim stworzeniem: Królem Królów – ku chwale Boga Ojca.

Maja: A są jakieś konkretne wersety, w których można w Biblii wyczytać, że to poznanie Jezusa przez Jego naród, Żydów, będzie nie tylko czymś niesamowitym samo w sobie, ale że wskazuje na coś ważnego, przełomowego dla dziejów świata?

Łukasz: Paweł pisze w Rz 11, 25-26 następujące słowa: „Nie chcę jednak, bracia, pozostawiać was w nieświadomości co do tej tajemnicy – byście o sobie nie mieli zbyt wysokiego mniemania – że zatwardziałość dotknęła tylko część Izraela aż do czasu, gdy wejdzie do Kościoła pełnia pogan. I tak cały Izrael będzie zbawiony…”. Żydzi to nie ktoś, kogo mamy ewangelizować. To byłoby nie na miejscu, bo zostaliśmy w nich wszczepieni jak dzika oliwka w oliwkę naturalną. Mamy ich zostawić działaniu Ducha Świętego. Mamy szanować, doceniać i wstawiać się za Izrael. Benedykt XVI cytuje słowa Hildegardy z Brem: „Kościół nie musi się zajmować nawracaniem Żydów, ponieważ ma oczekiwać nadejścia określonej przez Boga chwili, «aż do czasu, gdy wejdzie do Kościoła pełnia pogan»”. Papież wspomina też Bernarda z Clairvaux: „W sprawie Żydów […] dla nich został ustalony określony termin, którego nie można uprzedzać. Przed nimi muszą wejść w pełnej liczbie poganie”.

Maja: To niezwykłe wersety. Brzemienne w wiele istotnych dla nas znaczeń, często niestety pomijanych. Ale nie ma nigdzie napisane wprost: gdy Żydzi uznają Jezusa, będzie koniec świata. Skąd więc wiemy, że to tak zwany ,,znak czasów”?

Łukasz: Chodzi mi po głowie historia z Łk 15, znana jako przypowieść o synu marnotrawnym, szczególnie zaś ta część o starszym synu. To Izrael, który nie może pogodzić się z niesprawiedliwą łaską okazaną przez Boga poganom (narodom). Kiedy następuje pojednanie ojca z synem marnotrawnym, starszy syn jest nieobecny, wyszedł z domu pracować na zbawienie. A tu nagle zbawienie stało się udziałem marnotrawnego syna, za darmo i to jeszcze za jego plecami, jego, tego ,,lepszego”. I wtedy Ojciec wychodzi do niego… Bóg urządza imprezę (Łk 14:16) i chce widzieć na niej swoje wszystkie dzieci. Jesteśmy teraz na etapie, gdy Ojciec tłumaczy starszemu synowi: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się”. Wierzę, że to słowo staje się teraz ciałem właśnie w ramach ruchu mesjańskiego.

Maja: Czego nie możesz się doczekać, jeśli chodzi o powtórne przyjście Jezusa na Ziemię – czyli właśnie apokalipsę/Paruzję?

Łukasz: Chyba najbardziej tęskno mi za wspomnianym przeze mnie wcześniej pojednaniem. Że wreszcie usiądziemy razem przy stole i będziemy patrzeć sobie w twarz. Że to Niebo, którego się tak mozolnie uczymy, objawi się w pełni. Że będziemy jedno, że nie będzie grzechu, choroby, zmagania, bólu, ale też tajemnic, domysłów, niedopowiedzeń, plotek, żalu, smutku etc. Że wreszcie będziemy jedno w Nim, który zasiądzie z nami u stołu. Że wreszcie nasze poplątane drogi sKRZYŻują się w Chrystusie. Wobec śmierci oraz wobec Jego powtórnego przyjścia nasze konflikty, walki o rację, przepychanki doktrynalne stają się mało istotne. To wszystko blednie w blasku powracającego Króla. „Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany” – pisze św. Paweł w 1 Kor 13. Teraz widzimy niejasno, bo wiele rzeczy jest zakrytych, ale gdy przybędzie Król, nastąpi odsłonięcie, czyli właśnie z greckiego apokalipsa (gr. ἀποκάλυψις apokalypsis).

Z perspektywy Miłości, którą jest sam Bóg, wszystko dużo łatwiej zrozumieć. Miłość to klucz otwierający wiele zamkniętych drzwi, odsłaniający to, co zakryte. 

„Miłość mi wszystko wyjaśniła,

Miłość wszystko rozwiązała –

dlatego uwielbiam tę Miłość,

gdziekolwiek by przebywała”.

(św. Jan Paweł II)

Łukasz Nauman – uczy się kochać jako mąż i tata; pochodzi z Warszawy, mieszka w Uppsali w Szwecji, zmierza do Nieba; muzykujący bloger (Zespół Oliva, blog „Co wypełnia Lukę”), skończył dziennikarstwo, obecnie pracuje jako pielęgniarz domowy, służąc starszym; okazyjny tłumacz i mówca.

Grafika: Beata Kowalewska-Tylka – artysta grafik/projektant, prywatnie żona i mama, mieszka w Krakowie, głosi Dobrą Nowinę językiem ilustracji (Instagram: @borntobelight).

Dział publicystyczny „Na werandzie” funkcjonuje dzięki wsparciu darczyńców Fundacji „SOWINSKY”. Możesz nam pomóc tworzyć i rozwijać tę przestrzeń przy pomocy wpłat na konto naszej Fundacji: 13 1140 2004 0000 3302 7887 9056 tytułem „darowizna na realizację celów statutowych”.

Dziękujemy za wsparcie! Dzięki Wam możemy tworzyć dalej. 🙂