Posłuszeństwo – nieznośnie uwierający kamyk w zdobnym pantofelku kobiecości. Ponury żart Boga. Łudząca nadzieja, że nie mówił poważnie.

A jednak: żony, bądźcie posłuszne mężom, jak Panu (Ef 5, 22).

Mnie też to uwierało. Do czasu.

Na studiach polonistycznych nauczyłam się pamiętać, że każde słowo ma swoje źródło, niektóre składają się z kilku źródeł, a jeszcze inne noszą głęboki sens obcego pochodzenia.

Bóg natomiast nauczył mnie, że Słowo, szczególnie Jego, jest Osobą. Można je poznać powierzchownie, ale można też zapuścić się w głąb i odkryć pulsujące, obfitujące, mięsiste sedno.

Posłuszeństwo. Na powierzchni widzimy tylko wezwanie do uległości, nijakość. Odbarwiającą się kobietę, która na rzecz mężczyzny, niczym kameleon, przybiera jego odcienie – w zdaniu, poglądach, wyborach. Tymczasem, w samym środku tego słowa istnieje ukryta esencja; esencja, która jest możliwa do odkrycia, gdy uwierający kamyk wrzucimy do wody, by zmącić powierzchnię. Być posłusznym, to dawać posłuch. Żeby dać posłuch, trzeba usłyszeć – stanąć naprzeciw, wysłuchać, zrozumieć i …odpowiedzieć. Być sercem przy sercu. Tak, posłuszeństwo, to odpowiedź na drugiego człowieka – jego potrzeby, pragnienia, marzenia, braki. Posłuszeństwo, to rzeczownik z charakterem czasownika. 

Ale ale! To zadanie dla obu stron: „bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej (Ef 5, 21). Ale kobieta posiada szczególne przymioty, żeby tą cechą emanować i jej uczyć. Trafiłam kiedyś na książkę katolickiej autorki Pat Ghon Błogosławiona, piękna i niezwykła. Pisała w niej o czterech szczególnie ważnych, uniwersalnych cechach danych przez Boga każdej kobiecie: receptywności, wielkoduszności, wrażliwości i macierzyństwu. Receptywność to nic innego jak wyjątkowa otwartość na drugiego, która pomaga nam przyjąć go takim, jakim jest; wielkoduszność – to umiejętność bycia darem dla drugiej osoby w pełni; wrażliwość – zdolność słuchania, dostrzegania, trwania przy kimś w zmiennych okolicznościach życia; macierzyństwo – zaproszenie do współtworzenia z Bogiem, atom miłości, potencjał przyszłości, ale też wezwanie do duchowego macierzyństwa i przewodnictwa. Innymi słowy, chciałoby się zakrzyknąć za Janem Pawłem II – geniusz kobiecości! Kiedy poznałam te cechy, zrozumiałam, że posłuszeństwo jest synonimem każdej z nich. Jest zarówno ich wsparciem jak i wyrazem.

Niezwykle bliska jest dla mnie scena z Kany Galilejskiej. Maryja – widzi, idzie do Jezusa, a do sług zawraca się: „zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”(J 2, 5). W lapidarny sposób wskazała, że przymioty kobiecości, owszem, oparte są o posłuszeństwo, ale pełen wyraz znajdują dopiero w posłuszeństwie Jezusowi.

Ezer. Odpowiednia pomoc. Oh nie, kolejny kamyk w bucie.
Nie dość, że posłuszna, to jeszcze będąca pomocą – odpowiednią (!), bo podporządkowaną. Oswoiłam ten tytuł nadany kobiecie przy stworzeniu, grzebiąc nieco w Bożym Słowie i pomocnych źródłach. Bóg mówi „niedobrze, żeby mężczyzna był sam”(Rdz 2, 18). Odpowiednia EZER to nie praczka i sprzątaczka, ale ktoś, kto wyciąga Adama z czeluści samotności, kto pomaga mu zrozumieć, kim jest w Bożym zamyśle, dopełnia jego człowieczeństwo, bo człowiek, to mężczyzna i kobieta. To niezrównana towarzyszka życia. Więcej nawet! hebrajskie słowo oznaczające męża to isz איש (alef, jud, szin); natomiast słowo określające żonę to isza(h) אשה(alef, szin, hej). Jud i hej tworzą hebrajskie słowo Jah  יה oznaczające Boga. Elektryzuje mnie to odkrycie! Razem jesteśmy odblaskiem Bożego oblicza, ale to kobieta jest tą pomocą w procesie odkrywania tej pięknej tajemnicy. No, ja się zapalam do takiej pomocy!

Jeszcze jedno: uniwersalne cechy kobiecości w połączeniu z byciu ezer – odpowiednią pomocą, stają się kapitałem świętości, zmian i atomowego wpływu, którego mandatem jest miłość. Poznanie ich głębokiego sensu sprawia, że uwierające kamienie stają się najpiękniejszym, szlachetnymi kamieniami naszych butów, w których zmierzamy do wieczności.

Aleksandra Charyga – literaturoznawczyni i filolog polski (Uniwersytet Śląski), bibliotekarka specjalizująca się w literaturze dla dzieci, obecnie szkoli się w zakresie studiów życia rodzinnego oraz metod naturalnego planowania rodziny; pasjonuje ją odkrywanie powołania kobiety jako żony i mamy według Bożego zamysłu; żona Artura i mama Niny, mieszka w Knurowie.

Fot. Kasia Lewek

Dział publicystyczny „Na werandzie” funkcjonuje dzięki wsparciu darczyńców Fundacji „SOWINSKY”. Możesz nam pomóc tworzyć i rozwijać tę przestrzeń przy pomocy wpłat na konto naszej Fundacji: 13 1140 2004 0000 3302 7887 9056 tytułem „darowizna na realizację celów statutowych”.

Dziękujemy za wsparcie! Dzięki Wam możemy tworzyć dalej. 🙂