„Matematyka jest jak gwiazdy, nie da się wyjaśnić ich piękna”. 

Prostota nas pociąga. Choćbyśmy zaprzeczali z całych naszych twórczych sił, choćbyśmy naprężali się intelektualnie, to wracamy do tego, co proste (niekoniecznie prostolinijne!), jasne, klarowne, takie w punkt. Nic dodać, nic ująć, bo jest idealnie. 

Perełkę  

Ale odwrócę na chwilę kota ogonem i opowiem od końca, pamiętając jednak o początku. Z Ukochanym równaniem profesora pierwszy raz spotkałam się podczas rutynowego przeglądania portali społecznościowych. To są jednak dość rzetelne źródła książkowych nowości, zresztą wszelkich nowości z wszelkich dziedzin. Wiadomo. A pośród tych różnorodności są książki i cieszą się swoją renomą. I właśnie podczas rytualnego scrollowania porannych kadrów kuszących świeżo zaparzonymi naparami w filiżankach stylizowanych na skandynawskie dostrzegłam tę małą, niepozorną książeczkę. Akwarele, klasyczna czcionka, białe tło, japońskie znaki to estetyczna harmonia, której oprzeć się nie mogę, która sprawia, że nieistotne, czy ktoś w tej historii zostaje brutalnie zamordowany czy tylko romansuje muszę to mieć, dotknąć i finalnie przeczytać. Nie byłabym jednak uczciwa, gdybym nie przyznała, że nie przejrzałam pobieżnie opinii innych. Zrobiłam to czym prędzej i równie szybko utwierdziłam się w przekonaniu, że wydawnictwo Tajfuny opublikowało perełkę. 

Stała 

Książkę czytałam wraz z moim najstarszym, dziewięcioletnim synem. Słuchał uważnie, bez zbędnych pytań, czyli tak, jak zmęczony po całym dniu rodzic lubi najbardziej. Kiedy skończyłam, on już spał, więc we wczesno-nocnej ciszy mogłam nad książką troszkę podumać. Siliłam się na bystre spostrzeżenia, wywody porywające jak bałtyckie fale w listopadzie. Ale jakoś mi nie szło. Nie potrafiłam jednoznacznie określić, co czuję i myślę. Banalne porównania do wcześniej przeczytanych historii nasuwały się równie intensywnie jak pojawiające się w głowie pytanie, czy rzeczywiście nie ma drugiego dna, głębszego sensu, jakiegoś oczka puszczonego do czytelnika? I już wiem, że nie. Nie ma ukrytej tajemnicy, nie ma kodu, który rozszyfrować jest w stanie jedynie wytrawny czytelnik, najlepiej ten mający japońską literaturę współczesną w jednym paluszku (najlepiej tym najmniejszym!). I po głębszym namyśle stwierdzam, że ona wcale nie jest konieczna, że jej brak nie zubaża opowieści, nie czyni ją płaską czy gorszą, bo nienapompowaną intelektualną zagadką. A jednak, w towarzystwie uroczo i czule zbudowanej narracji, pojawia się bardzo konkretny, niezmienny, prosty w budowie, a czasem arcytrudny w odczycie, język liczb. A te właśnie są wielką miłością tytułowego profesora, portem, do którego może wrócić i poczuć się bezpiecznie. Matematyka to Stała w jego trudnej, krótkotrwałej rzeczywistości, zbudowanej z faktów, które po określonym czasie znikają z pamięci, powodując tym samym rodzaj mentalnego bólu. 

Prosta historia w trudnej codzienności. 

Osiemdziesiąt minut 

Profesora, byłego wykładowcę matematyki, poznajemy już jako dojrzałego mężczyznę, zakotwiczonego w swoim domu, najczęściej przy biurku, zanurzonego w świecie liczb, równań matematycznych, stanowiących bezpieczny, alternatywny świat, bardziej realny od tego, który go otacza. Bycie w tym pierwszym, powszednim jest bolesne, konfrontujące każdego poranka. Profesor w wyniku wypadku traci pamięć ciągłą, co oznacza, że jego świadomość odnawia się co osiemdziesiąt minut. Aby poradzić sobie z codziennym zmaganiem, do klapy marynarki przypina karteczki z podstawowymi informacjami pozwalającymi odnaleźć się w otaczającej go rzeczywistości, w czasoprzestrzeni poznawanej na nowo każdego poranka. Najważniejsza karteczka to ta z kluczową informacją „moja pamięć trwa osiemdziesiąt minut”. Profesorem opiekują się kolejne kobiety zatrudniane z ramienia agencji, lecz żadna z nich nie zagościła w jego domu na dłużej. Brak cierpliwości, niezrozumienie, podstawowe błędy popełniane w pracy z chorym na tę specyficzną przypadłość dyskwalifikują podejmujące się pracy kandydatki. Osobą przełamującą złą passę okazuje się narratorka.  

Pierwiastek 

Młoda kobieta z niezwykłą czułością dba, by każda sekwencja dnia, ten wyćwiczony do perfekcji refren codzienności, brzmiała zawsze tak samo, znajomo, spokojnie. Ona, tak jak wcześniejsze opiekunki, codziennie rano witana jest przez profesora pytaniem o numer buta, ale również o miarę różnych innych rzeczy, stanów i tego, co aktualnie interesuje profesora. Skrupulatnie, z niesłabnącą determinacją odpowiada każdorazowo na wypuszczane w przestrzeń pytania. I nic by się nie zmieniło, gdyby nie fakt, że pewnego dnia kobieta przyprowadza do domu profesora swojego dziesięcioletniego syna. Chłopiec również nie pozostaje bierny wobec numerycznego uniwersum, wchodzi w relację ze starszym mężczyzną jak w masło, miękko, bez oporów, wyrywając go ze świata jego własnych myśli, a także aktywując wielkie pokłady profesorskiej czułości i troski. Co więcej, zostaje nazwany przez mężczyznę ,,pierwiastkiem” ze względu na płaski czubek głowy: „Nie bój się. Symbol pierwiastka jest bezpieczny, to taki dach, pod którym chronią się liczby”. Odtąd Pierwiastek Wraz z profesorem spędzają długie godziny nie tylko w gąszczu matematycznych obliczeń, lecz także dyskutując, komentując i oceniając grę ulubionej drużyny baseballowej „Tygrysy”, której obaj są wiernymi kibicami. Ponieważ profesor tkwi świadomością w latach siedemdziesiątych, chłopiec postanawia nie ujawniać prawdy o dość istotnych zmianach w kadrze piłkarskiej. Temat baseballu okazuję się zatem bezpiecznym polem rozmów oraz wymiany myśli. W tej dziedzinie obaj czują się zupełnie swobodnie, a chłopiec znajduje w osobie Profesora prawdziwego partnera.  

Wdowa 

Wśród postaci jest jeszcze jedna osoba o dość nieokreślonej roli. To wdowa, żona zmarłego brata profesora. Przygląda się nowo zatrudnionej opiekunce zupełnie z boku, z ukrycia. Można odnieść wrażenie, że jej beznamiętnie patrzące oko niczego nie dostrzega. A jednak szczypta podejrzliwości oraz brak trzeźwej oceny sytuacji są w stanie zatrząść tym, co wydaje się pewne i niewzruszone. Na szczęście naturą prawdy jest wypływać nawet z największych głębin kłamstwa. 

Numeryczna narracja 

W powieści język nie stanowi dopełnienia narracji, lustra, w którym odbijają się historie. Język jest kluczem, kodem, rodzajem alfabetu, który pomimo faktu, iż nie podlega dyskusji, jest uniwersalny i niezmienny. Co więcej, może być twórczy, piękny, a nawet uroczy. W oczach profesora największym powabem odznaczają się liczby pierwsze. To one stanowią temat jego badań, to one widnieją na horyzoncie poszukiwań matematycznych, niekończących się działań i równań, ilorazów czy dzielników. To one tworzą harmonię, ład absolutny. To one wreszcie są kluczem do zrozumienia wszechświata. Liczby pierwsze, zaprzyjaźnione, pseudopierwsze, bliźniacze mają swoje brzmienie. To nie głuche dźwięki, ale komponenty rzeczywistości zastanej, proste, klarowne, a jednak układające się w niezliczone kombinacje, w różnorodności porównywalne do tajemnicy kosmosu, którego stanowią zapis. Ten zapis to sumaryczna wszystkich równań, ciekawych i tych bardziej prozaicznych, zaskakujących i spodziewanych, wszystkich. Tytułowe ,,ukochane równanie” jest wariacją trzech działań matematycznych: dodawanie, mnożenie i potęgowanie, które połączone w określony ciąg, dla profesora stają się niczym kojący balsam, jak ciepły koc dający schronienie przed smutkami i nawałnicami problemów ze świata spoza tego osobliwego koca. 

Język miłości 

 „Wzór Eulera (to autentyczna nazwa równania) zachwycał. Był jak spadająca gwiazda rozświetlająca ciemne niebo, jak jednowersowy poemat wyryty na ścianie mrocznej jaskini”. Laika, widok równania nie wzrusza, nie powoduje mrowienia w okolicy karku, a raczej wprawia w zakłopotanie. Profesorowi jednak przysłuży się jako celnie rzucone koło ratunkowe w okolicznościach niebezpieczeństwa wyjścia na jaw pewnej tajemnicy. Kolejny język miłości? Czy można zaryzykować stwierdzenie, że język liczb, ten niebotycznych rozmiarów matematyczny alfabet to język miłości profesora? Język, którego krok po kroku uczą się jego bliscy? Bliscy z wyboru, trochę z przypadku, ale na pewno osoby, którym zależy. Zależy na nim, na zakotwiczonym w tymczasowości matematyku, na poznaniu jego świata i zamieszkanej przez niego twierdzy cyfr, stanowiącej jedyną perspektywę postrzegania świata. Czy można pójść dalej i wysnuć pocieszający wniosek, że jeśli ktoś wykaże chęć i żywe zainteresowanie, jest zdolny zrozumieć świat drugiego, Innego? Nawet gdy ten świat jawi się jako arcytrudny, ulepiony jakby z innej gliny, z pozoru nie do oswojenia?  

Tak po prostu 

Powieść Yõko Ogawy daje nadzieję. Co więcej, obiecuje, że gdy nasz zapał poznania egzotyki innego świata nie wypali się przy napotkaniu pierwszych, nieuniknionych trudności, ten jeszcze do niedawna oddalony świat, zacznie nas ciekawić, intrygować na nowym poziomie. Z czasem może stać się domem. Historia tych trojga, profesora, Pierwiastka i jego mamy, uwrażliwia na obecność, bycie z drugim człowiekiem. Uczy przebywania. Przebywania ze sobą, tak po prostu, bez nadęcia i wyciskania z każdej godziny maksimum. Uczy mądrego oddawania czasu niezbędnego, by wejść tam, gdzie brama jest ciasna jak ucho igielne. W bramę ludzkiej duszy. 

I takiej lektury, nieśpiesznej i kojącej, życzę szczególnie tym, którzy szukają wytchnienia w subtelnych narracjach. 

„Niektóre liczby są bardzo nieśmiałe. Nigdy nie ukazują się ludzkim oczom. Ale są w naszych sercach i swoimi małymi rączkami robią wszystko, by przysłużyć się światu”.  

Karolina Kwietniewska –  z wykształcenia antropolog, uważnie słucha i wiecznie się dziwi. Kradnie czas na czytanie, medytuje, piekąc chleb. Namiętnie kocha język francuski. Na co dzień próbuje ujarzmić domową rzeczywistość. Mama dwoch chłopców i córeczki, żona Łukasza, mieszka w Warszawie.

Tytuł: Ukochane równanie profesora 

Autor: Yõko Ogawa 

Wydawnictwo: Tajfuny 

Strony: 192 

Fot. Karolina Kwietniewska

*** 

Dział publicystyczny „Na werandzie” funkcjonuje dzięki wsparciu darczyńców Fundacji „SOWINSKY”. Możesz nam pomóc tworzyć i rozwijać tę przestrzeń przy pomocy wpłat na konto naszej Fundacji: 13 1140 2004 0000 3302 7887 9056 tytułem „darowizna na realizację celów statutowych”.  

Dziękujemy za wsparcie! Dzięki Wam możemy tworzyć dalej. 🙂