Często ulegamy narracji, że On jest daleko. Że przecież każde „szanujące się bóstwo” musi być trochę odległe i oziębłe; jeśli chce być szanowane, musi budzić respekt. Z tym tylko, że historia zbawienia to nie mitologia Parandowskiego, Królestwo Niebieskie to nie Olimp, a nasz Bóg nie jest Zeusem. (Na marginesie dodam, że lepiej byśmy wszyscy wychodzili na tym, gdyby więcej tekstów na polskim było z Biblii Żydów zamiast z mitologii Greków i Rzymian).

Język mamy

W styczniu, rozważając codziennie liturgię czytań przypadających na dany dzień, znowu mogłam „przeżuwać” sama jak i dać się „przeżuwać” Słowu jednej z moich ulubionych ksiąg – Listu do Hebrajczyków. To jest takie żydowskie! Czyli to, co lubię, to co oryginalne dla kontekstu Objawienia. W języku jidysz jest taki zwrot (pewnie kalka z niemieckiego muttersprache) mameloszn – tłumaczone jako „język ojczysty”, a dosłownie „język mamy”. Język mamy, język domu, bliższe niż ciału koszula. Właśnie dlatego ten list jest mi bliski, ojczysty dla wiary, o której też bardzo wiele uczy. Co takiego?

Kanion

„Gdzie jesteś?” – tak właśnie brzmi pierwsze pytanie, jakie Bóg zadaje w Biblii. Człowiekowi. Czy nie wie, co się stało? Oczywiście, że wie. Wiedział na długo przed tym, nim się wydarzyło. A jednak Jego reakcja nie jest gniewnym, acz uzasadnionym „spadaj teraz, człowieku, na drzewo, skoro już zacząłeś się koło niego niepotrzebnie kręcić”, ale pada to tęskne, nieutulone, przejęte „gdzie jesteś?…”. I On od razu daje Słowo, zapowiedź, proroctwo. Że, owszem, właśnie podzielił nas kanion grzechu wielki jak cały kosmos i rozciągały jak czas; że miłość musi być odtąd mocna jak otchłań, zamiast być po prostu wszystkim bez kontekstu straty; że będę musiał poświęcić Kogoś najdroższego, żeby cię odzyskać – ale zrobię to, bo ja Jestem i chcę, żebyś i ty Żył.

Kto jest wierzycielem

Sędzia tak aranżuje dzieje świata, by Sam ponieść karę śmierci, jakiej domagają się Jego Świętość i Sprawiedliwość. Ojciec przez Syna. Spłacił dług. (Spłacił i jeszcze wrócił). Komu?

Niedawno moje myśli na modlitwie rozłupał kamień milowy uświadomienia, kto był wierzycielem w tej historii. Bo wiadomo, że dłużnikiem my, ja. Uzmysłowiłam sobie, że zawsze myślałam, albo może podświadomie żyłam z takim nastawieniem, jakby to miał być Bóg Ojciec. Och, błąd. Wierzycielem był szatan. On domagał się zapłaty. Zapłatą za grzech jest śmierć, a on przyszedł po to, żeby kraść, zabijać i niszczyć i zrobił to przez zawiść, bo nienawidzi człowieka i chce jego upadku i unicestwienia.

Bezosobowe kłamstwa 

Nasze kultury toczy takie niby bezosobowe kłamstwo, że w zasadzie zło jest jakieś, abstrakcyjne, bez wizytówki, bez domeny, sobie fruwa. A jak już się dzieje coś złego, cierpienie, wojna, głodujące kotki – to pretensje do Boga, że jak On to tak wszystko fatalnie urządził. Nasze kultury toczy takie niby bezosobowe kłamstwo, że w zasadzie ten diabeł to taki lekko śniady, błyskotliwy, zabawowy gość w garniturze od Armaniego. 

Diabeł nienawidzi człowieka.

On nienawidzi ciebie i mnie. Trzeba to sobie jasno powiedzieć. Nawet na głos, usłyszeć to wreszcie. I był wierzycielem domagającym się kary wiecznej śmierci dla ciebie i dla mnie z powodu twojego i mojego grzechu. I to właśnie ten dług został spłacony. Nie jakiś abstrakcyjny, bezosobowy dług. I to właśnie ten dług spłacił Jezus. Nie jakimiś abstrakcyjnymi pieniędzmi w bezosobowym banku. Ale bardzo konkretnie na krzyżu, swoją krwią. Spłacił i wrócił, skąd nikt jeszcze nie wrócił. Bolało jak diabli, a potem cieszyło jak anieli. Właśnie.

Kanał

Bóg tak pokochał wszystkie narody, że postanowił utworzyć, wybrać i oddzielić jeden z nich, aby stał się błogosławieństwem, sakramentem, bramą dla innych. Izrael. A potem cała ta droga, obłok i dym, pustynia i objawienie, sędziowie i prorocy, ziemia obietnicy i reszta. Kanał przymierza jak kanał rodny, przez który wiek po wieku, pokolenie po pokoleniu, Słowo po słowach przeciska się do nas Sam On. Jak daleko wschód od zachodu słońca, tak byliśmy ja i ty daleko od Niego, przepaść nie do pokonania, a potem On rozpisał ten układ inaczej: Sam stał się grzechem, żeby tak daleko go od nas odsunąć, jak my byliśmy daleko od Niego. Wschód i zachód. Odtąd możemy poruszać się w świetle, urządzić się w dniu.

Jedno z Jego imion

Wiem, że czasem rzeczywistość jest jak otwarte okno, przy którym można tylko stać i dygotać z zimna, że się nie czuje niczego, ani nikogo, nawet siebie, tylko jakiś metaliczny, nieoswajalny ból. Świat wydaje się bliski, a Bóg daleki. Spróbuj się wtedy zatrzymać i odtworzyć tę historię, tę z ciosaniem dziejów pod Drogę, rozpamiętuj ją, żyw się nią, podjadaj, jak tylko dopada się zniechęcenie. Odkryjesz szybko, że skracanie dystansu to jedno z Jego imion. I zechcesz też je przyjąć dla siebie, jak patrona na święto codzienności.

Maja Sowińska

__________________________________________________________________________

Fot. Kasia Lewek

***

Dział publicystyczny „Na werandzie” funkcjonuje dzięki wsparciu darczyńców Fundacji „SOWINSKY”. Możesz nam pomóc tworzyć i rozwijać tę przestrzeń przy pomocy wpłat na konto naszej Fundacji: 13 1140 2004 0000 3302 7887 9056 tytułem „darowizna na realizację celów statutowych”. 

Dziękujemy za wsparcie! Dzięki Wam możemy tworzyć dalej. 🙂