Trochę przez łzy, ale bardziej przez śmiech, w końcówce siedemnastego rozdziału Księgi Jozuego widzę swoje życie.

Już od jakiegoś czasu narracja systematycznie przeprowadza czytelnika przez kulisy podziału ziem pomiędzy poszczególne pokolenia Izraela. Ciekawe jest to, że na mocy woli Pana należą im się te działy jak psu buda, ale jednak wciąż muszą o nie zawalczyć, bo mieszka tam aktualnie kto inny. Tożsamość, obietnica i błogosławieństwo Boga – tyle wystarcza, by wyegzekwować to, co przeznaczone.

Ale synowie Józefa mają problem i narzekają. Chociaż ich sytuacja jest i tak wyjątkowa. Ogólnie dział powinno otrzymać po prostu pokolenie Józefa, jak w przypadku każdego z synów Jakuba, nie licząc Lewiego (oni jako przeznaczeni Panu otrzymali konkretne miasta, nie ziemie). A tutaj Efraim i Manasses, będąc wnukami, zostają potraktowani jak synowie, indywidualnie. A i tak im źle. Skarżą się do Jozuego, że są zbyt liczni i zbyt duże jest błogosławieństwo nad nimi, żeby mieli się pomieścić i zadowolić tylko tym, co im przypadło. Jakaż cudna parka pretensji: samoświadomość i apetyt!

,,Jak ci tak ciasno z twoim wyjątkowym życiem tam, gdzie jesteś, to obok jest dąbrowa. Wykarczuj, oczyść sobie teren, będziesz miał” – chciałabym widzieć tu minę Jozuego, gdy wypowiada tę kwestię!

,,Aaa, co to jest tyle! Za mało! Poza tym musielibyśmy walczyć z Kananejczykami, a oni mają świetną konnicę i żelazo. Bez sensu. No nie ma czegoś do wzięcia po prostu? Wymyśl coś”.

,,Skoro jesteś taki mocny i chcesz więcej, możesz nie mieć tylko jednego działu. Ale musisz zadziałać, zawalczyć, stawić czoła wrogom właśnie dlatego, że mają taką świetną konnicę. Pamiętaj, kim jesteś i co masz, a się uda” – godna podziwu cierpliwość i ojcowskie serce. 

***

Możesz nie mieć tylko jednego działu. Możesz nie mieć tylko tyle, co dziś. Możesz. Tylko czy wiesz, kim jesteś i co już masz?

Często rozbijam się o takie bezpańskie pretensje, które tylko czekają na ochłap jakiejś urazy, żeby się go uczepić i wpędzić mnie w gorycz.

No i gdzie te cuda, te wysłuchane modlitwy, to królewskie życie, ta wiara, co zwycięża świat. Oszukali mnie. Życie jest twarde, czasem tyle w nim smaku, co z torebeczki herbaty zaparzonej w wiadrze. Ciągle te same słabe punkty, te same irytacje. Fajnie, że Jezus przychodzi do słabych, ale no ileż można tak ciągle być nieświętym przy całym tym staraniu. To jak niby działa współpraca z łaską na co dzień. Proszę mi to rozrysować. Miałam frunąć przez życie z moim Jezusem na latającym dywanie, a tu te kamyki i kamyki w bucie.

A ja to się spodziewałam!

Brzmi znajomo? Jak często dopada cię syndrom drogi do Emaus?

***

Dziecko, Rybciu moja, byłaś niemowlakiem leżącym w gnoju, gdy przyszedłem zabrać cię do domu. Zabili mojego Syna z tego powodu. A najlepsze jest to, że sam chciał się poświęcić.

Już nie jesteś niczyja, jesteśmy rodziną. Nie jakaś piąta woda po kisielu, ale najprawdziwsza córka w pierwszej linii.

Przebyliśmy kosmiczną drogę, wszyscy, aby być w tym punkcie. Ale teraz już zawsze jesteśmy razem i wszystko, co jest moje, należy do ciebie.

Możesz marzyć, pragnąć, przedzierać się i toczyć codziennie zwycięski bój. 

Ja jestem.

Możesz nie mieć tylko tyle, co dziś. Możesz.

Walka o więcej Życia w życiu to najlepsza przygoda, jaka istnieje, jeśli się o tym nie zapomina. 

Najbardziej lubię patrzeć, jak wiesz, że jesteś moja, i idziesz w świat. Jak zdobywasz i nie odpuszczasz. Płaczesz, ale zawsze wstajesz. Karczujesz swoje serce. Do bólu kochasz i tęsknisz. Jak ja.

Chcesz więcej i bardziej, i się wkurzasz, że jest cena do zapłacenia?

Rybciu, przecież to wszystko na mój koszt.

Mają świetną konnicę? Jesteś mocniejsza od nich!

Maja Sowińska

Fot. Kasia Lewek

Dział publicystyczny „Na werandzie” funkcjonuje dzięki wsparciu darczyńców Fundacji „SOWINSKY”. Możesz nam pomóc tworzyć i rozwijać tę przestrzeń przy pomocy wpłat na konto naszej Fundacji: 13 1140 2004 0000 3302 7887 9056 tytułem „darowizna na realizację celów statutowych”.

Dziękujemy za wsparcie! Dzięki Wam możemy tworzyć dalej. 🙂