Maja Sowińska: Zacznijmy od małej fantazji. Czy jest w psychologii coś takiego, jak ,,wzorcowy zdrowy psychicznie człowiek”? Jak by można takiego opisać?

Patrycja Michalska: Jest, jeśli tego wzorca szukać w definicjach. Możemy znaleźć różne podziały i wskazówki, jak rozumieć zdrowie psychiczne. Nie sposób ich wszystkich wymienić. Trzeba pamiętać, że zdrowie psychiczne nie zakłada tylko braku choroby, czy bólu. Wybiega ono znacznie dalej, bo zakłada złożoność pojęcia w zależności od patrzenia, choćby przez pryzmat kultury. Określenie „zdrowie psychiczne” jest definiowane przez wiele osób, organizacji i przede wszystkim kultur. Nie powinno być ograniczone do żadnego z nich, bo wtedy pozbawimy się ciekawości. Gdybym miała stworzyć w miarę spójny opis, to ten zdrowy psychicznie człowiek to taki, który ma świadomość własnych uczuć, pragnień czy celów. To też taki, który ma poczucie stałości i ciągłości (między innymi swojej tożsamości). Potrafi obserwować siebie, swoje doświadczenia i przeżycia. Ma zdolność do tworzenia i pielęgnacji kontaktu z drugim człowiekiem. Korzysta ze swoich zasobów. Posiada pewną dawkę krytycznego patrzenia – nie tylko do tego, co na zewnątrz, ale także do tego, co wewnątrz. Zachowuje autonomię wobec innych i podejmuje niezależne decyzje. Krótko mówiąc: ma rozeznanie w tym, co jest jego od tego, co jest innych. I jeszcze na koniec: zdrowie psychiczne nie jest czymś, co zostało nam dane tak po prostu. Jest procesem, o który dobrze jest dbać. 

Maja: Jak o to dbać? Często jest to dla nas zupełna terra incognita, albo też reagujemy dopiero, gdy już jest bardzo źle. Nie jest to zwyczajowa wiedza, którą wynosimy na przykład z domu. 

Patrycja: Chyba najprościej byłoby ująć ten proces dbania w formie zaleceń, jak na przykład odpowiedni sen czy aktywność fizyczna. Internet pęka w szwach od tego typu treści. Wychodzę jednak z założenia, że wielu z nas zaznajomiło się już z tym, że aby dobrze się czuć trzeba zadbać o właściwą dietę, ruch i odpoczynek. To są filary nie tylko zdrowia psychicznego, ale w ogóle właściwego funkcjonowania. Ale teraz wolałabym ująć tę odpowiedź z nieco innej perspektywy. Kiedy zastanawiam się, jak zadbać o zdrowie psychiczne, to oprócz wspomnianych filarów, zwróciłabym uwagę między innymi na bycie z innymi oraz na równowagę. Często inni stanowią dla nas formę lustra i w pewnym sensie mogą odzwierciedlać to, jak naprawdę funkcjonujemy. Nierzadko, mogą zaalarmować, kiedy widzą nas w gorszym stanie. To przy innych sprawdzamy, czy jesteśmy lubiani, ciekawi, atrakcyjni (nie mówię o wyglądzie, choć to też jest istotne). Człowiek potrzebuje drugiego bez względu na to, czy jest osobą mniej lub bardziej śmiałą. Oczywiście z ludźmi bywa różnie. Możemy w trochę nieświadomy sposób tkwić w toksycznych relacjach i bardziej to czuć niż wiedzieć. Wtedy trudno mówić o jakimś odzwierciedleniu, a tym bardziej o zwiększonej czujności na nas. Ta toksyczność relacji bardziej nas oddala od zdrowia, niż przybliża. Choć to ważny punkt to można go rozwinąć przy innej rozmowie. Drugą kwestią, jaka może pomóc nam zatroszczyć się o nas samych to różnorodność w naszym życiu. Kiedy jesteśmy skupieni tylko na jednym obszarze (na przykład na sporcie czy pracy) to niełatwo o utrzymanie równowagi. No bo w życiu często bywa różnie. Spotykają nas różne trudności, czasem bardzo poważne kryzysy. Zawodowi sportowcy niespodziewanie muszą zakończyć karierę z powodu kontuzji, a właściciel firmy z powodów finansowych nie może jej dalej prowadzić. I co dalej? Jest to bez wątpienia duża strata. Człowiek wtedy przeżywa bardzo trudne uczucia. Nierzadko taki czas przypomina okres żałoby, zresztą bardzo potrzebnej w takiej sytuacji. To nie znaczy jednak, że człowiek smutny albo rozdrażniony nie jest zdrowy. Dlatego poprzednio wspomniałam po pierwsze o procesie, a nie o stanie zdrowia psychicznego, a po drugie o równowadze. Jeśli prawie cały nasz czas i pokłady zaangażowania skierowaliśmy na jeden obszar, to często nie mamy już pojemności na inne sprawy, na przykład nasze zainteresowania. Istnieje wtedy ogromna szansa, że z większym trudem będziemy radzić sobie z kryzysami, a to jedna z ważnych umiejętności zdrowia psychicznego. 

Maja: Zdrowie psychiczne jako proces, a nie stan – to jest trafne! Często jest jednak tak, że pomimo jakichś wewnętrznych intuicji, wchodzimy w dorosłość tylko na zewnątrz, a w środku ,,piaskownica”, jeśli chodzi na przykład o własne emocje.

Patrycja: Na samym początku warto podkreślić: w emocjach nie ma nic złego. One są nam bardzo potrzebne. Pytanie jest raczej: jak my na nie reagujemy i co one dla nas właściwie znaczą? Czy złość oznacza, że jestem zła i muszę się z tej złości wycofać? Czy ekscytacja znaczy, że będę nieprzewidywalna? Boimy się bardzo uczuć, a one niosą bezcenną wskazówkę. Czasem bywa, że są jedynym kluczem dostępu do nas. Ważne, by się tylko na tym nie zatrzymywać. Zawsze jednak można się tym zaciekawić. Co ten wewnętrzny głos próbuje mi powiedzieć? W tym konflikcie między byciem dorosłym na zewnątrz a byciem dzieckiem w środku bliżej mi do tego, że ta ,,dziecięca” część nas samych nie dostała nigdy właściwiej opieki, miłości czy poczucia bezpieczeństwa. I możemy chodzić później z takim nieprzepracowanym niezaspokojeniem. Myślę, że jeśli ktoś będzie miał ochotę, to popatrzy sobie, co w nim zostało zasadzone przez kogoś, a co już zasadził sam. Czasem niemożliwe jest patrzenie w pojedynkę. Potrzebny jest drugi umysł, bezstronny. Ale tu już dotykamy czegoś głębszego i ponownie, na inną rozmowę. Nie chciałabym zatrzymywać się tylko na ogólnych wnioskach, bo choć wiele dowiedzieliśmy się o naszej psychice, to wciąż odkrywamy coś nowego i zawsze jest coś jeszcze do poznania. To, jaka historia jest obecna w każdym z nas, nigdy nie będzie tą samą u ciebie czy u mnie, a co za tym idzie, inne też będziemy mieć sposoby radzenia sobie z tym ,,dobytkiem”. Ujęłabym to tak: to, czym byliśmy karmieni przez większość życia, i to, czym karmimy się na co dzień, przekłada się na nasze funkcjonowanie w mniej lub bardziej świadomy sposób. Różne wzorce i rodzinne narracje czasem mogą być dyskomfortem uniemożliwiający właściwy rozwój. Nierzadko jednak okazuje się, że wiele z nich pozwala na rozkwit. Może rodzic nas nie kochał i nie był obecny, ale obecny i kochający mógł być na przykład dziadek. I mamy już doświadczenie, że przez kogoś byliśmy jednak chciany i kochani. Z tego można skorzystać.

Maja: Właśnie, jak to jest z tym ,,drugim, bezstronnym umysłem”? Czy terapia jest dla każdego, czy tylko dla kogoś ,,już z problemami” – i jeszcze dalej – czy jak ktoś jest szczerze wierzący, to czy, szukając pomocy u psychoterapeuty bądź psychologa, dopuszcza się swoistej niewierności? Ja na przykład przez większość życia myślałam, że takie rzeczy są dla mięczaków, a wszystko da się załatwić samą modlitwą.

Patrycja: Terapia jest skierowana dla osób, które mają wewnętrzna gotowość do pracy nad sobą. I ta praca nad sobą może być różnie rozumiana. Czasem do tej potrzeby pracy zaprowadzają nas problemy, a czasem są to ,,wymięte” opowieści z przeszłości, które chcielibyśmy lepiej zrozumieć, bo dają o osobie znać. Bywa jednak, że cierpienie i objawy są tak silne, że niemożliwe jest rozpoczęcie terapii. Najczęściej dzieje się tak przy bardzo już głębokich zaburzeniach. O podjęciu pracy decyduje nie tylko pacjent, ale też terapeuta, który może zasugerować inną formę leczenia, bardziej potrzebną — na przykład hospitalizację. To, o czym z Tobą rozmawiam, w gruncie rzeczy dotyczy głównie świata dorosłych, a przecież są też dzieci. One nie mogą same decydować o podjęciu terapii. Są zależne od widzenia rodziców lub opiekunów. Dla mnie osobiście jest przerażające, że tak wiele małych umysłów potrzebuje zaopiekowania się i nie mogą tej opieki dostać z różnych powodów. Życzyłabym sobie, byśmy jako dorośli dysponowali większą uważnością na zapewnienie dzieciom właściwego wsparcia i mieli więcej wrażliwości na ich cierpienie. Kwestia niewierności – nie wiem, jak można byłoby ją rozumieć. Z mojego punktu widzenia nawet nie wiem, co mogłoby nią być. Pan Bóg ma hopla na punkcie relacji. Dwa pierwsze przykazania dotyczą miłości: „kochaj Boga i bliźniego”, a także „siebie samego”. Jeśli coś nam wadzi, coś uwiera w uczuciach, w kochaniu siebie lub innych to psychoterapia może pomóc zrozumieć, co się dzieje. Coraz więcej księży, wspólnot religijnych zaleca tego typu pracę. Widzą, że człowiek nie zmaga się z kwestią duchową a psychiczną. Takie rozeznanie jest bardzo potrzebne, bo nierzadko się zdarza, że człowiek gorliwie się modli i prosi o uleczenie relacji albo serca, a okazuje się, że to jest niewystarczające. Nie dlatego, że człowiek za słabo wierzy (łatwo jest popaść wtedy w poczucie winy, że się nie jest dla Boga dobrym kandydatem do „uzdrowienia”), po prostu pomoc, której szuka, wymaga innych narzędzi. W ostatnim czasie przypatruje się kwestii wybaczania. Niesamowite, jak psychoterapia i Bóg są w tej kwestii spójni. Myślę więc, że psychoterapia i Bóg nie oznaczają niewierności.

Maja: A co zrobić, gdy całe otoczenie sygnalizuje i cierpi z powodu czyichś zaburzeń, a sam zainteresowany czy zainteresowana to wypiera? Czu tutaj zostaje już tylko modlitwa o ponadnaturalną zmianę nastawienia? Bezwarunkowa miłość, a może izolacja?

Patrycja: My sami nie możemy nikogo zmusić do leczenia. To, co możemy zrobić to szukać wsparcia dla siebie, bo może się okazać, że staliśmy się częścią tej przestrzeni problemu. Mam tu na myśli na przykład parę, w którym jedno zmaga się z uzależnieniem. To, które uzależnione nie jest, wymaga opieki równie mocno. Bywa jednak tak, że musimy sięgnąć po bardziej radykalne decyzje wobec osoby, której problem staje się niebezpieczny dla innych, bo istnieje ryzyko zagrożenia życia. Przykładem może być przemoc, w którym najczęściej oprócz dorosłych są też dzieci. W miłości ważne są granice. Możemy kogoś kochać i na coś nie dawać zgody. Dla mnie miłość wymaga też bezpieczeństwa. Wobec siebie i innych. Czasem konieczna będzie izolacja, by zapewnić to bezpieczeństwo. Jak sama wiesz, modlitwa nigdy nie zaszkodzi. Może być bardzo pomocna, ale nadal niewystarczająca, by to cierpienie przetrwać.

Maja: Ostatnie pytanie może będzie nieco osobiste, ale spróbuję: co Tobie dała psychologia? Często się mówi, że na taki kierunek idą osoby, które szukają odpowiedzi dla samych siebie. Czy Ty szukałaś takich? W jaką Patrycję przeobraziło to Ciebie samą?

Patrycja: Co dały mi studia? Trochę zaciekawienia, trochę rozczarowania, ale też determinacji, by zobaczyć, co chce z tej psychologii „zabrać dalej”. Dała mi przepustkę do tego, by poznać psychoterapię i pozwoliła zobaczyć, czym jest poza opisem w podręczniku. To dzięki temu, że wybrałam taki, a nie inny kierunek studiów, doszłam do tego, czym się zajmuję obecnie. W moim poczuciu jest tak, że przeważnie za jakimś wyborem pojawiają się przy okazji odpowiedzi dla samego siebie. Czasem na pytania, których dotąd sobie nie stawialiśmy. Dopiero całkiem niedawno tak szczerze pochyliłam się nad pytaniem, dlaczego akurat psychoterapia? Odpowiedź zachowam dla siebie, ale chyba dopiero teraz jestem w stanie rzeczywiście przyjrzeć się odpowiedzi bliżej prawdy niż wyobrażeniom. I to chyba też jest odpowiedź na Twoje kolejne pytanie. Mam poczucie, że wciąż jakoś się formuję. Na wiele kwestii patrzę inaczej. Na pewno częściej się zastanawiam nad tym, co się dzieje. To pomaga, ale czasem bywa niewygodne.

Maja: Odwieczne procesy i niewygody, ale często bez nich do pewnych części nas samych nie zaprosilibyśmy nigdy Boga – wszystko po coś, albo też – wszystko może być ku dobremu. Co polecisz wierzącym osobom, które, będąc laikami, chciałyby w ramach pogłębiania samoświadomości odnieść się do jakichś uczciwych źródeł?

Patrycja: W kwestiach duchowości i psychologii poleciłabym książkę, którą obie czytałyśmy: Duchowość zdrowa emocjonalnie Petera Scazzero, ale także urzekający blog Majki Krzemień: https://zyjpobozemu.pl/. Jeśli chodzi o ciekawe pozycje z obszaru stricte psychologii, to poleciłabym stronę: http://opsychologii.pl Jest szansa, że każdy znajdzie tam coś dla siebie. Równie ciekawym miejscem jest: https://nadsoba.pl. W zakładce „czytelnia” warte uwagi są wpisy, ale również audycje radiowe. Nierzadko też sama zaglądam na facebookową stronę Laboratorium Psychoedukacji, czy Naukowego Towarzystwa Psychoterapii Psychodynamicznej, bo można tam znaleźć całkiem atrakcyjne artykuły, refleksje i rozmowy. Ostatnio moją uwagę przykuł ten blog analityczny: http://cosjestzeswiatemnietak.pl , ale jak dotąd miałam okazję przeczytać tylko jeden wpis.
Z kolei, jeśli myślę sobie o książce, która często jest polecana także przez innych terapeutów, to przychodzi mi do głowy Judith Viorst i jej To, co musimy utracić.
Ja sama jej jeszcze nie przeczytałam, bo dopiero w połowie sierpnia będzie ponownie w sprzedaży, ale już teraz można ją zamówić, co i niedawno zrobiłam!

Patrycja Michalska – psycholog, członkini świata wewnętrznego pacjentów. Studia odbyła na Uniwersytecie Jagiellońskim, obecnie rozwija sposób patrzenia w oparciu o szkolenie Psychoterapii Psychoanalitycznej i superwizji. Pracuje z osobami zmagającymi się z psychozą i zaburzeniami osobowości. 

Fot. Kasia Lewek

Dział publicystyczny „Na werandzie” funkcjonuje dzięki wsparciu darczyńców Fundacji „SOWINSKY”. Możesz nam pomóc tworzyć i rozwijać tę przestrzeń przy pomocy wpłat na konto naszej Fundacji: 13 1140 2004 0000 3302 7887 9056 tytułem „darowizna na realizację celów statutowych”.

Dziękujemy za wsparcie! Dzięki Wam możemy tworzyć dalej. 🙂