Maja Sowińska: Jak zaczęło się u ciebie zainteresowanie aromaterapią? Czy to nie są po prostu „zapaszki”, bez których można się obejść?

Monika Haładyj: Wszystko zaczęło się od naszego pediatry i olejku pichtowego… Więc pierwszy olejek kupiłam z polecenia lekarza… Potem już zawsze miałam podejście, że substancje chemiczne zawarte w olejkach są po to, żeby nas leczyć, kwestia tylko umiejętnego ich stosowania. Nasz pediatra jest akurat jednym z niewielu znanych mi lekarzy, który przedkłada naturalne sposoby nad syntetyczne.

Maja: I poszłaś dalej sama tym tropem?

Monika: Tak, potem były kolejne olejki już z własnego wyboru, bo widziałam, że choć niewielkie, ale jednak dają jakieś efekty. Szukałam, czytałam, fascynował mnie ten świat, tylko te rezultaty mnie trochę martwiły! Wtedy pojawiła się na horyzoncie doTERRA.

Maja: Chcesz powiedzieć, że olejek olejkowi nierówny? Jedne działają, inne tylko pachną?

Monika: Tu cię zdziwię, bo nie dostałam żadnej próbki, żeby sprawdzić, czy te olejki są inne, lepsze. Miałam tylko słowo dziewczyny, która rozpływała się w pozytywach nad konkretnie tymi. Nie byłam jednak łatwym kąskiem, świat marketingów sieciowych nie był mi obcy w tamtym czasie i pozostawałam sceptyczna. Jakież było moje zdziwienie, gdy pierwszy raz olejki pomogły przy przeziębieniu! Nagle się okazało, że siła jest większa, a efekty znacząco różne od tego, co znałam! Jako że olejki zafascynowały mnie już wcześniej, postanowiłam połączyć przyjemne z pożytecznym i weszłam w ten temat także biznesowo jako konsultantka doTERRA.

Maja: I co było dalej?

Monika: Zapragnęłam mieć je wszystkie (śmiech), a potem zaczęłam rozkochiwać w tym kolejne osoby. Pytałaś jeszcze, czy to zapaszki, bez których można się obejść. Wszystko zależy od tego, na co jest się w danej chwili gotowym. Jeśli wiesz, że to, co teraz zrobisz dla siebie i swojego zdrowia, zaprocentuje w przyszłości, to olejki powinny być w twoim domu! Bezwiednie wdychając te piękne skądinąd zapachy, jednocześnie w banalny i przyjemny sposób wspomagasz swój organizm. Zastępujesz toksyczne rzeczy naturalnymi. Choćby taki odświeżacz powietrza – kto w ogóle zdaje sobie sprawę z tego, jakie skutki niesie za sobą oddychanie czymś takim?

Maja: A czy to nie jest jakieś szarlataństwo? Olejki można spotkać bardzo często przy okazji jakichś wschodnich filozofii i duchowości.

Monika: Dla mnie to są raczej cuda, które dał nam Bóg w prostej, czystej postaci, żebyśmy byli zdrowi, piękni i spokojni. Czy można się bez nich obejść – jak bez wielu rzeczy, które codziennie wkładamy do koszyków. Są jednak rzeczy, w które warto inwestować, a zdrowie do nich należy. Moją misją jest, aby choć podstawowe trzy olejki były w każdym domu.

Maja: Żeby sięgać po nie, zamiast po tabletki? No to dobrze, obroń tę tezę teraz i opowiedz o tych trzech olejkach, jakie i jak działają?

Monika: Naprawdę ciężko byłoby mi się obejść bez olejku lawendowego. W tak wielu sytuacjach zastąpił mi produkty z apteki. Przy dzieciakach – totalny must have! Śmieję się czasem, że powinni sprzedawać to na litry. Siniaki, stłuczenia, oparzenia to są sytuacje, w których od razu można poczuć, jaka moc drzemie w tej niepozornej butelce. Latem załagodzi każde ukąszenie. Pamiętam, jak kiedyś użądliła mnie pszczoła i dzięki lawendzie nie miałam nawet opuchlizny. Ten olejek ma jeszcze wiele innych zastosowań, można by powieść napisać.

Maja: Drugi olejek to?

 Monika: Mieszanka Air (ekstrakty z liści laurowych, mięty pieprzowej, eukaliptusa, kardamonu, drzewa herbacianego, cytryny i ravensary). Olejek, który sprawdzi się przy lekkim osłabieniu organizmu, odetka zatkany nos, udrożni drogi oddechowe, wspomoże zatoki, a nawet mówi się, że osłabia chrapanie… Tego akurat nie sprawdzałam, ja nie chrapię (śmiech). Od kiedy mam go w swoim domu, przysłowie o tym, że katar musi trwać 7 dni, już mnie nie dotyczy. Trzeci olejek, który jest u mnie w codziennym użyciu, to On Guard (mieszanka dzikiej pomarańczy, goździka, cynamonu, eukaliptusa i rozmarynu). Strażnik naszego organizmu. Mam ochotę powiedzieć o nim mnóstwo dobrego, niestety prawo nie pozwala nam mówić pewnych rzeczy. To olejek, który dba o to, żeby wirusy i bakterie trzymały się od nas z daleka. Czy to naprawdę działa? Na pewno bardzo bardzo wspomaga odporność. Wiadomo, że na odporność wpływ ma w ogóle wiele czynników. Ja wybrałam olejki i dzięki temu lista suplementów, soczków, witaminek, syropków, etc. zmniejszyła się do dwóch kapsułek i olejku wtartego w szyję codziennie przed wyjściem z domu. Proste i nie wymaga wiele zaangażowania. Te trzy olejki, uważam, że każdy powinien mieć w domu, a potem człowiek wchodzi na wyższy level (uśmiech).

Maja: To znaczy? Ile jest rodzajów takich olejków i jakie sfery organizmu one ,,obsługują”?

Monika: Wiedza jest tak ogromna, że sama zgłębiłam zaledwie jakąś jej malutką cząstkę… O olejkach można uczyć się chyba całe życie. Jest sporo obszarów, w których mogą one być wsparciem. Takie, myślę, podstawowe to eliminacja chemii z domu i zastąpienie jej tanimi, prostymi rozwiązaniami na bazie olejków, dalej wsparcie emocji, wsparcie organizmu, odporności, uroda, perfumy. W każdy z tych tematów, jak się wgłębisz, to dalej pojawiają się rożne, nowe, nieodkryte jeszcze możliwości, jak przykładowo wsparcie układu hormonalnego kobiety. Dlatego świat olejków jest taki fascynujący. Bo tu każdy znajdzie jakąś potrzebę, którą może zaspokoić, by czuć się lepiej i łatwiej móc sprostać codziennym wyzwaniom. Wyższy level, który miałam na myśli, to chęć poszukiwania, ale też pasja do zapachów. Zdarza się, że kupuję jakiś olejek, którego zapach mi nie pasuje, ale zależy mi na jego właściwościach. Tymczasem w aromaterapii nie można używać zapachów, które drażnią – bo działając pozytywnie na jeden obszar, szkodzisz w innym, przykładowo w sferze emocji. Więc aromaterapia to poszukiwanie, również odpowiednich zapachów. Poza tym, wiedza jest tak obszerna, że już wyjście poza podstawowe 10 olejków zdaje się być tym wyższym levelem (śmiech).

Maja: Czy to jest droga „impreza”, takie życie z olejkami? Bo jak się popatrzy, to przedział cenowy jest od kilku złotych aż do setek złotych czasami za buteleczkę. Od czego to zależy?

Monika: Cena olejków głównie zależy od ich jakości. Są olejki wstępnie rozcieńczone, o czym często producent nas w ogóle nie informuje. Czytamy na opakowaniu, że są w 100% naturalne, ale nie jest napisane, czy w opakowaniu jest 100% olejku. Taki produkt nie będzie na pewno tak dobrze działał, poza tym kupujemy kota w worku, albo jeszcze gorzej – kupujemy coś, co może długofalowo nam nawet zaszkodzić. Kontrole różnych firm produkujących olejki wykazują, że często olejki są podrabiane, rozcieńczane, dodawane są do nich różne syntetyczne składniki lub znajduje się w nich różne zanieczyszczenia. Takie produkty w ogóle nie powinny być na rynku, ale są, bo nikt tego nie reguluje, żadne certyfikaty. Jedyne, co może zrobić konsument, to znaleźć firmę, której ufa, i się jej trzymać. Ja co do czystości olejków doTERRA nie mam wątpliwości, dlatego od dwóch lat nie zamieniłam ich na inne. Czy są drogie, wydaje mi się to ogromnie subiektywną oceną. Patrząc ogólnie na rynek i ile ludzie wydają kasy na różne niepotrzebne rzeczy, to myślę, że olejki są wręcz tanie. Zawsze przychodzi mi do głowy cena smartfona, jeśli chcesz mieć taki z wyższej półki, to wydajesz ok 3000 złotych, kupujesz go najczęściej na 2 lata i wymieniasz na nowy, mimo że staremu nic nie brakuje. Większość rzeczy, które kupujemy, nie jest tania, ale każdy ma marzenia i wydaje pieniądze na te zbędne nieraz rzeczy. Inwestycja w olejki to kwestia wyboru. Moim priorytetem jest zdrowie, bo gdy go zabraknie, to wszystkie te bzdurne rzeczy, w które inwestowałam, przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Inwestycja w zdrowie to dla mnie profilaktyka, czyli dbanie o to, żeby na co dzień mój organizm czuł się dobrze zarówno fizycznie jak i emocjonalnie. Są olejki droższe i tańsze. Każdy może dobrać coś dla siebie. No i porównanie kosztów farmaceutyków, gdy się człowiek pochoruje do kosztów olejków, które wspierają organizm, w tym pomagają zbudować odporność, wypada zawsze na korzyść olejków. Cena olejku zależy również od surowca, jaka jest jego wartość i tego, jak kosztowne jest wydobycie z niego aromatu. Dlatego na przykład olejek z melisy jest tak drogi, bardzo ciężko wydobyć z niej olejek eteryczny, dlatego też tak często jest to produkt podrabiany.

Maja: To jeszcze dwa ostatnie pytania. Czy twoja rodzina, dzieci, przestały chorować dzięki olejkom? Jak tu wygląda ,,statystyka zachorowań”, odkąd ich używacie?

Monika: Zanim odpowiem na to pytanie, uprzedzę, że nigdy nie mówię wprost, że olejki leczą, zapobiegają czy usuwają cokolwiek. Wynika to z wielu różnych dyrektyw, przepisów i zasad, których, im większa firma, tym bardziej trzeba się trzymać. Głównym powodem jest brak dowodów naukowych na wpływ olejków w danym obszarze odziaływania. Co ciekawe, gdy takie dowody się pojawiają, nagle olejki trafiają do różnych produktów farmaceutycznych i nagle okazuje się, że – ba! – świetnie leczą, no bo są w lekach (uśmiech). Olejki dotychczas rzadko badano, stąd tych dowodów naukowych jest niezwykle mało, jednak z jakiegoś powodu o ich użyciu czyta się w najstarszych pismach świata (uśmiech). Ale wróćmy do pytania. Olejki wspierają moją rodzinę w codziennym życiu, czasami niwelują różne objawy, czasem nawet działają głębiej, ale u mnie przede wszystkim liczy się profilaktyka. Tak, moje dzieciaki niewiele chorują, pewnie jak wiele dzieci w rodzinach, w których dba się o odporność, my po prostu wybraliśmy olejkowy sposób. Jak się coś przyplącze, to radzimy sobie domowymi sposobami, często pod kontrolą lekarza. Wszystkim rodzicom radzę takiego znaleźć. Olejki dają mi osobiście poczucie bezpieczeństwa, często są sposobem na stres i mgłę w głowie. Dają sporo dobrej energii i nie ukrywam, że świetnie dbają o skórę. Pomagają przetrwać gorsze dni. Aromaterapia to dobry patent na trudne emocje, bo zapach, szczególnie ten piękny chyba do tego Bóg stworzył, żeby przywodził dobre myśli (uśmiech). Statystyka jest w naszym przypadku naprawdę łaskawa, chorujemy raz w roku, czasem rzadziej. Czy olejki mają na to wpływ? Wierzę, że tak, i nie chcę sprawdzać, co by było, gdybyśmy ich nie używali. Znam sporo osób, których ,,statystyki” zdrowotne bardzo się poprawiły po wprowadzeniu olejków do codziennej rutyny. Czy warto spróbować? Na pewno!

Maja: Kiedyś usłyszałam taką ciekawą wskazówkę: jeśli używasz kremu, którego nie mogłabyś zjeść, bo jest tak chemiczny, to czemu nakładasz go na skórę? Przecież i tak przeniknie do twojego organizmu. A olejki można ,,zjadać”?

Monika: W 100% zgadzam się z tym stwierdzeniem. Sama jakiś czas temu zaczęłam szukać produktów naturalnych. Olejki sprawiły, że wiele rzeczy jestem w stanie zrobić sama w domu i to jest dopiero moc (śmiech). Czy olejki można jeść? Myślę, że to spore nadużycie. Olejki są świetne, ale trzeba podchodzić do nich z ogromnym szacunkiem, bo to jednak zestaw różnych łańcuchów substancji chemicznych, które wpływają na nasz organizm. Część z nich można przyjmować wewnętrznie, przykładowo jako aromat do potraw. Swoim klientom polecam jednak zawsze stosować się do podstawowych zasad bezpieczeństwa, prostych, ale bardzo ważnych. DoTERRA produkuje czyste olejki, wolne od jakichkolwiek zanieczyszczeń i rozcieńczalników, gwarantuje nam jakość lub zwrot pieniędzy. Każda partia olejków przechodzi bardzo szczegółowe badania, a skład chemiczny możemy sprawdzić na stronach doTERRY. To, że olejki są czyste, sprawia, że mogę bezpiecznie używać ich dla swojej rodziny, to, że nie są rozcieńczone sprawia, że będą działały. To wszystko nie zwalnia jednak z używania olejków w bezpieczny sposób i powtarzam to naprawdę do znudzenia każdemu, kto zaczyna swoją olejkową przygodę.

Maja: Dziękuję za rozmowę i twój czas!

______________________

Monika Haładyj mama dwóch synów, pasjonatka zdrowych nawyków i naturalnych metod wspierania zdrowia; kobieta wielu odsłon; absolwentka AWF Warszawa, specjalistka ds. funduszy unijnych, konsultantka marki doTERRA, refleksolog. Jej misją jest, aby w każdym domu były rozwiązania, które w prostu sposób pozwalają zadbać o zdrowie, duszę, umysł i urodę.

***

Dział publicystyczny „Na werandzie” funkcjonuje dzięki wsparciu darczyńców Fundacji „SOWINSKY”. Możesz nam pomóc tworzyć i rozwijać tę przestrzeń przy pomocy wpłat na konto naszej Fundacji: 13 1140 2004 0000 3302 7887 9056 tytułem „darowizna na realizację celów statutowych”. 

Dziękujemy za wsparcie! Dzięki Wam możemy tworzyć dalej. 🙂